RZYMSKI KATOLIK

BLOG POŚWIĘCONY KATOLICKIEMU TRADYCJONALIZMOWI

Wpisy

  • sobota, 25 czerwca 2011
    • W Blasku Krzyża - x. Jacek Bałemba i dr Stanisław Krajski

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      sobota, 25 czerwca 2011 19:36
    • HIERARCHA OFICJALNEJ (PAŃSTWOWEJ) CERKWI GRECKIEJ, METROPOLITA PIREUSU SERAFIM, OSKARŻYŁ RABINA SALONIK O SATANIZM

       

      1307334069_serafimHierarcha oficjalnej (państwowej) Cerkwi Greckiej, Metropolita Pireusu Serafim, udzielający czasami prasie różnych, niepoprawnych politycznie, oświadczeń, opublikował na portalu internetowym „Amen.gr”, długi artykuł przeciwko judaizmowi. Walka z żydami i „potworem syjonizmu” jest jednym z ulubionych tematów Metropolity Pireusu, zauważa „Prawosławie i świat”

      Przyczyną niedawnej publikacji było stwierdzenie rabina Mordechaja Frizisa, który szczegółowo opowiedział jakie jest nauczanie żydów o tożsamości i nadejściu mesjasza. Mordechaj Frizis powiedział, że żydzi wierzą, że mesjasz będzie zwykłym człowiekiem, chociaż pełnym chwały i potęgi.

      Według rabina „mesjasz nie będzie miał mocy Bożej, ale będzie największym religijnym, politycznym i wojskowym przywódcą, jak Mojżesz, wybrany przez Boga”.

      W odpowiedzi na te słowa, grecki Metropolita Serafim przypomniał greckim czytelnikom, że żydzi dogłębnie zniekształcili Stary Testament Talmudem i Kabałą, w której jest napisane, że Bóg jest „absolutną nicością” a stworzenie świata żydzi rozumieją jako stałe stwarzanie z tej „nicości’.

      Ponadto, według Metropolity Serafima, żydowska eschatologia sugeruje, że po przyjściu żydowskiego mesjasza ludzie będą musieli zjednoczyć się z lucyferem i demonami, co czyni żydowską religię kultem szatana. W dalszej części artykułu, Metropolita Serafim przytacza liczne odniesienia do Starego Testamentu, które zaświadczają o boskości Mesjasza [który już przyszedł, tj. Jezusa Chrystusa - Admin.] i obalają współczesne, żydowskie koncepcje dotyczące [ich] mesjasza [który dla nas będzie antychrystem -Admin].

      Tłumaczenie z jęz.ros.-R.X.

      Źródło informacji: http://wiadomosci.monasterujkowice.pl

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      sobota, 25 czerwca 2011 19:33
    • Homofoszyzm - realne zagrożenie

       

      Punkt wyjściowy przedstawionego problemu wydaje się być zupełnie jasny. Jesteśmy gotowi na zwalczanie agresywnej, jak i rzekomo ugodowej propagandy homoseksualnej , a więc zjawiska mniej lub bardziej nachalnego lansowania tzw. praw i kultury „gejów”, w rzeczywistości homofaszyzmu - czyli narzucaniu heteroseksualnej większości przekonania, że pederasta ze swą dewiacją ma w społeczeństwie normalny lub częściej specjalny status albo też bywa wyjątkowo przez to społeczeństwo pokrzywdzony i wymaga specjalnej ochrony, ze stosowaniem przemocy włącznie. Homofaszyzm stanowi zjawisko zorganizowane i wspierane przez liberałów,lewicę, media i pewne mniejszości narodowe. Od razu zaznaczamy, że wychodzimy z założenia, iż jest prywatną sprawą człowieka, co robi on we własnych czterech ścianach. Jeżeli spółkuje z kozłem – jego sprawa – o ile nie zainteresują się tym szczególnie aktywne w ostatnim czasie organizacje obrony zwierząt od żab po wieloryby. Kozioł może przecież doświadczać molestowania seksualnego i ktoś powinien się tym zainteresować . My też jesteśmy za ochroną przyrody ojczystej w każdym jej objawie.

      Przejdźmy do następnej kwestii, zbieranie się pederastów w klubach fitness, lokalach rozrywkowych z wyszynkiem, wyspecjalizowanych burdelach-barach, czy zgoła na specyficznych wystawach i poprzedzających je wernisażach. Sytuacja przypomina na pierwszy rzut oka tolerowanie wolności ku ekspresji różnych zachowań we własnych mieszkaniach. Nie do końca jednak. Miejsca te pozostają poza kręgiem domowej prywatności, wymykają się kontroli społecznej i przez swą otwartość (w jednym z klubów „gejowskich” zaobserwowano świetnie bawiących się Kazimierza Marcinkiewicza oraz jego Izabel!), mogą stanowić niebezpieczeństwo dla normalnej, heteroseksualnej większości, np. młodzieży. Jest ona naiwna, korzysta z niekontrolowanych form liberalnego luzu w postaci kręcenia się po podejrzanych spelunach i dyskotekach do białego rana. Bardzo łatwo wyobrazić sobie sytuację, kiedy grono rozbrykanych nastolatków natknie się na wyżej wymienione siedlisko owej „subkultury seksualnej”. Dynamizm współczesnego homoseksualizmu zawiera się także w szerokich ramach – nazwijmy to – werbunkowych. Ot, wejdźcie sobie dzieciaczki, wypijcie drinka, zatańczcie, zapoznajcie tego sympatycznego pana z wypacykowanym torsem lub tę panią o słodkim uśmiechu i wyzywającym makijażu, często o podejrzanie owłosionych nogach i męskich rysach twarzy. Tym sposobem młodzież podlega perfidnemu procesowi zapoznawania się z oswojoną „gejowszczyzną” na jej terenie łowów, a że człek młody bywa przekorny, może nabrać niezdrowej ciekawości względem tak oryginalnego spędzania czasu w atrakcyjnym - w porównaniu z uliczno-szkolną szarzyzną - miejscu. To także szerszy problem demoliberalnego zniewieścienia młodych mężczyzn, którzy powinni spędzać wolny czas w sekcji sportowej, paramilitarnej organizacji, na ciekawym filmie o odpowiednich dla mężczyzny wartościach i oczywiście na randce z dziewczyną. Z kolei młoda kobieta, musi w obecnym systemie twardo kontestować obowiązki „kuchty domowej” i przymioty niewieściego „kokietowania samca”, a więc korzystać z pozycji „kobiety wyzwolonej” albo uprawiać zgoła lesbijską rozwiązłość seksualną, do czego w efekcie prowadzi radykalny feminizm. Takie modele zachowań lansują wymienione „przybytki”, dlatego powinny zostać maksymalnie ograniczone, poddane inwigilacji pod względem molestowania nieletnich, odpowiednio oznakowane graficznie poprzez jasno widoczne ostrzeżenia i ostatecznie zlikwidowane. 

      Tutaj mały wkręt o ponurym memento. Pewna pani o skłonnościach do swojej płci, napisała w swym blogu na Onet.pl, iż musimy (my, wstrętni hetero) przyzwyczaić się do namiętnego obściskiwania i obcałowywania się w parkach i na ulicach zakochanych(?) pederastów męskiego i żeńskiego rodzaju. Jest to coś naturalnego w Holandii lub innej Szwecji i ogólnie na Zachodzie, a więc należy wprowadzać tego typu zwyczaje w zaściankowej Polsce. Jest to podejście chore i podważające elementarny ład moralny. Tłumacz matko kilkuletniemu dziecku, dlaczego tych dwóch dżentelmenów „uprawia” pocałunek z języczkiem pod malowniczym kasztanem, czyżby to ekscentryczni kuzyni? Poza tym jest to łamanie zmysłu estetycznego, który posiadają nawet małpy w ZOO. Trudno zauważyć parkę szympansów lub szympansic, które w ten sposób demonstrują uczucia do siebie. To poniekąd najlepszy przykład, że mamy do czynienia ze specyficznie zdeterminowaną i głośną grupą dewiantów ( w odróżnieniu od wolących ciche snucie zbrodniczej pajęczyny pedofili), która nie spocznie w swych paranoicznych żądaniach. Homofaszyści są niereformowalni, zdobędą jeden przyczółek, wygrają bitwę; bądźmy pewni, że pójdą dalej, bo za nimi jest zboczona Bruksela i Ameryka z potężnym zapleczem polityczno-medialnym, i prędzej czy później załatwi im każde „prawo”, z kopulacją na ławce obok klombu włącznie. Homofaszyści nie stanowią obrazu staroświeckiego, dyskretnego pedała z XIX-wiecznej literatury, co to w zaciszu alkowy delikatnie uwodzi młodziana. Zjawisko w zasadzie marginalne i nieekspansywne. Mamy do czynienia z wrogą naszej kulturze i zwyczajom zdyscyplinowaną armią, gotową pożreć znienawidzony przez siebie heteroseksualny świat. Ta zaraza rozprzestrzenia się najbardziej wśród rasy białej (co nam chluby nie przynosi) i grozi po prostu naszym wymarciem. Gra toczy się więc o życie.

      Wymieniona armia posiada swoje rytuały, wśród których na pierwszy plan wysuwają się defilady homoseksualnego aktywu z ideowymi sojusznikami, nazywane „ Marszami Równości(wymiennie - „ Tolerancji”, „Dumy Gejowskiej”). W zachodnich metropoliach to prawdziwe obrazy apokalipsy; niezliczone tłumy roznegliżowanych pederastów z gołymi tyłkami i nie tylko, podsuwanymi neutralnym sąsiadom przemarszu i publiczności z chodników, przemieszczające się na samochodowych platformach i w szykach pieszych, poprzebierane w najprzeróżniejsze pióra, kiecki, koturny, akcesoria transwestyckie i sado-maso, parodystyczne stroje księży i zakonnic (skrajny wydźwięk antyklerykalny, to zasadniczy rys takich spędów) uprawiający przy licznie zgromadzonych kamerach TV akty seksualnego wyuzdania i otwarte stosunki płciowe. Wyjątkowo spektakularnie, jako przedziwna atrakcja turystyczna z piekła rodem, „Marsze Równości” organizowane są Berlinie – prawdziwej oazie zboczeń najróżniejszego rodzaju i centrum pleniącego się we wszystkich kolorach tęczy lewactwa. Oczywiście doszło to już do takich rozmiarów i wszelkich udogodnień państwa z ochroną tysięcy policjantów – którzy powinni raczej chronić przed tym korowodem Lucyfera zwykłych ludzi - że nie ma mowy o jakichś protestach totalnie stłamszonych hetero. Jest to potężny pokaz siły homofaszyzmu, co uzmysławia przeraźliwy fakt, że ta fala zalewa nasze zachodnie granice, tamy puszczają i homoseksualny terror przedostaje się na polskie terytorium. Z początku nieliczne i skromniutkie marsze odmieńców poczęto legalizować u nas i dziwactwo z katakumb wylewa się z triumfem na światło dzienne. Sekwencja wydarzeń jest zupełnie zbieżna ze strategią powolnych kroków, z jaką mieliśmy do czynienia na Zachodzie. Pederaści upodobali sobie co rok Kraków w maju, gdzie jeszcze kilka lat temu siły porządkowe ograniczały swoją interwencję do niesiłowego rozdzielania „Marszu Równości” i jego przeciwników - w postaci zwykłych przechodniów, członków organizacji narodowych i przeważających w tej grupie sympatyków krakowskich klubów piłkarskich. Jednak brutalność policji rośnie. Kilka lat temu doszło, do regularnej pacyfikacji zwolenników normalności z użyciem licznych oddziałów prewencji , której ofiarą padł nawet przypadkowy, 72-letni ksiądz. Okoliczności ukazują prawidłowość, iż rośnie przyzwolenie władz na ostrzejsze wykorzystywanie policji w celu zapewnienia „spokojnego” manifestowania pederastom i garstce ich lewackich zwolenników. Ostatnio w Warszawie, oddziały prewencji były wyjątkowo agresywne wobec demonstrujących przeciw dewiantom. Niech później nie strajkują i nie płaczą o podwyżki, do pederastów na ochroniarzy się zatrudnijcie,dlaczego społeczeństwo płaci za pilnowanie stadnych spacerów tego elementu? Na taką policję nie dam ani grosza,a przed bandziorami obronię się sam albo z sąsiedzką ferajną, niemrawa policja jest nam do tego niepotrzebna. Świadkowie stwierdzają jeden optymistyczny fakt, że zboczeni osobnicy – awangarda parad - stanowi kilkusetosobową-tysięczną grupę i ich liczba z roku na rok raczej spada niż rośnie. W związku z tym rodzi się pytanie o zasadność wydawania pozwoleń na manifestacje marginesu, które powodują tylko zamieszanie i niezdrowe podniecenie mediów. Rodzi się hipoteza, iż o to właśnie establishmentowi chodzi. 

      Otóż potrzebne jest wykreowanie wrażenia, że w Polsce też są pokrzywdzeni pederaści, których trzeba chronić, a przede wszystkim dofinansowywać różne pedalskie akcje, bo jak to wygląda, iż w Unii Europejskiej „kultura gejowska” się rozwija, a w Polsce jakoś nie widać tłumu jej entuzjastów. Oczywiście potrzebne są do tego jako wabik telewizyjne obrazki nietolerancji brzydkiego polskiego motłochu, który występuje przeciwko „prawom” homoseksualistów, a na ten pożałowania godny stan od razu reaguje, niczym w westernie, kawaleria – czyli dzielni policjanci, którzy przybywają na pomoc biednym homosom obijanym przez dyżurnych „łysych” chuliganów. Narastają wątpliwości, czy nie jesteśmy pionkami w grze homofaszystowskiego lobby, kiedy wystawiamy się do kamer, które to z nas zawsze zrobią agresorów, a nie z homo-lewizny (dlatego zasada nr 1 – nie gadać z mediami, bo zmontują wypowiedź po swojemu!). Czy to nie jest marnowanie czasu i energii na akcje, uderzające rykoszetem w narodowców? Walka z homofaszyzmem musi mieć podstawy intelektualne. Niech więc grupy działaczy stosują wymienną taktykę. Ci mniej zainteresowani pracą organiczną i bardziej ruchliwi, mogą kontrolować ulice i neutralizować pederastów, którzy zaczepiają dzieci i młodzież, tworzyć grupy pikietujące i obronne w razie ataków bojówek homo-lewackich w czasie „Marszów Tolerancji”. Teraz wygląda to wielce chaotycznie, ot bezwładne skupiska oponentów wyzywają się nawzajem na krakowskim Rynku Głównym i w innych miastach. Nacjonalista winien prezentować się schludnie, w zwartym froncie i artykułować myśli oraz hasła w sposób uporządkowany. Pyskówki, przepychanki i wulgaryzmy zostawmy Monice Olejnik, Januszowi Palikotowi, działaczom SLD, Superstacji i lewakom. Dodatkowo na forach narodowych wybuchła zwyczajowa po takich imprezach kłótnia, ilu to NOP-owców, ilu ONR-owców, a ilu członków MW wylądowało na komisariatach, jakby to było najważniejsze. Posiedzielibyście, koledzy, na dechach za komuny i dostali wtedy pałami, to mielibyście się czym chwalić...Sprawa druga. Trzeba konstruować ideową przeciwwagę wobec homofaszyzmu. Stąd wzrasta rola kompetentnie składanych stron internetowych, odpowiednich gazet z naświetlającymi problem artykułami i szerokich dyskusji uświadamiających. W bezpośrednim starciu na pięści z nowym ZOMO jesteśmy skazani na porażkę. Trzeba się przyczaić i uderzać po partyzancku, a nie wdawać się w otwarte rozróby bez refleksji ideowej. Na polu wymiany poglądów mamy jeszcze jakieś wymierne środki, ponieważ System do końca nie kontroluje internetu, nie zamknięto nam również pism i ust. 

      Chociaż wróg nie śpi. SLD planuje wniesienie ustawy podobnej do sławetnych paragrafów „antysemickich i antyrasistowskich”(256 i 257), tyle że w odniesieniu do homoseksualistów. Użyjesz określenia „pedał”, pogonisz dobierającego się do nieświadomego podrostka pederastę i będziesz mógł zostać skazany prawomocnym wyrokiem. Platforma Obywatelska(przynajmniej jej spora część) na gwałt(?) poszukująca dalszych rezerw w postępowym nurcie wyborców, chce wprowadzenia ustawy o "związkach partnerskich" homoseksualistów - czyli de facto ich cywilne śluby. Finansowo dbają o homofaszystów głównie środowiska udeckie. Tzw. Kampanii Przeciw Homofobii lidera polskojęzycznych pederastów Roberta Biedronia, przekazały po ponad 100 tys. złotych władze Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz i osławiona Fundacja Sorosa-Batorego. W radzie tej ostatniej zasiada m.in członek Episkopatu Tadeusz Pieronek i była ambasador RP przy Watykanie Hanna Suchocka. Widzimy więc, że homofaszystowskie macki ogarniają nawet kościół posoborowy, bo akurat współpraca liberalno-żydowskiej fundacji z pedalstwem, nie jest od dawna żadną tajemnicą. Dla liberała Żyd jest synonimem homoseksualisty, a homoseksualista Żyda. Wspierają się bez żenady państwowymi i lewymi pieniędzmi, albowiem finansowanie Fundacji S-B pozostaje od lat niewiadomą. Jest ona prawdopodobnie utrzymywana przez kolejne „polskie” i zagraniczne rządy. Te marne 200 tysięcy, to zresztą ledwie wierzchołek góry lodowej funduszy, którymi dysponują piewcy polskiej odmiany homofaszyzmu. 

      Gdy za wymierzonymi w normalność ugrupowaniami dewiantów stoi państwo i  część kościoła (post)katolickiego, to nasze poczucie Ładu Bożego i ziemskiego zostaje poddane ciężkiej próbie. Jednakże tłumaczymy sobie, że ani ten „kościół” nie jest prawdziwy, ani to państwo nie jest polskie i łacińskie. Gdzie z pełną determinacją broni się społeczeństwa przed homofaszystami? Są takie przykłady. W Moskwie merostwo zawsze odmawia pozwolenia na manifestacje homoseksualistów i inne otwarte imprezy w tym typie (identycznie bywa w każdym rosyjskim mieście). Kiedy mimo to wylezą oni na jakiś plac czy ulicę, dostają nauczkę od szarych moskwian, działaczy formacji narodowych, prawosławnych, kozackich, biją ich po pustych głowach ikonami starsze panie, przekonują nieco dosadniej skinheadzi, zaś błogosławią w celu porzucenia dewiacji duchowni prawosławni. Później przyjeżdża OMON i pakuje pedalskie towarzystwo do komisariatów. W Rosji panuje jednomyślność narodu, Cerkwi prawosławnej i władz – propagandę zboczeńców niszczy się w zarodku, bo uderza ona w podstawy rosyjskiej wspólnoty, która chce przełamać kryzys demograficzny i moralny, a pederastia tylko go pogłębia. Poza tym Cerkiew traktuje swoją misję duchową poważnie i nie bierze na szczęście przykładu z biskupa Pieronka i jego kolegów z Episkopatu. Fundację Sorosa prezydent Putin bardzo przezornie usunął z kraju na cztery wiatry. W zalewie zachodniej zgnilizny, Rosja wydaje się spełniać warunki państwa tradycyjnego i autorytarnie utrzymującego ład boski i ludzki. Nie gorzej reagują na ekscesy pederastów Serbowie - "masakra" w Belgradzie - ubiegły rok i Chorwaci - 10 tysięcy ludzi rozpędziło niedawno czym się da kilkuset dewiantów w Splicie. Cerkiew i Kościół, są tam również zdecydowanie przeciwne "marszom równości". Homofaszyzm nie ma tamże żadnych szans. Nam państwo i kapłani nie pomagają – wprost przeciwnie – zachowują bierność, tępią normalność i przychylają serca homofaszystom. Przyjdzie na to dla nich kara, zaś póki co, my róbmy swoje.

      ROBERT LARKOWSKI

      Źródło informacji: KONSERWATYZM.pl

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      sobota, 25 czerwca 2011 19:25
  • środa, 22 czerwca 2011
  • wtorek, 21 czerwca 2011
    • Zapomniane prawdy c.d.

       

      Otóż często usilnie i z ogromnym przejęciem wywiadywałem się u wielu świętością i wiedzą jaśniejących mężów, jakim to sposobem, posługując się jakąś pewną, a przy tym ogólną i prawidłową metodą, odróżnić mógłbym prawdę wiary katolickiej od błędów przewrotnych herezji. Na to zawsze, od wszystkich prawie taką otrzymywałem odpowiedź, że czy to ja czy kto inny zechce wyłowić oszustwa pojawiających się na widowni heretyków, nie wpaść w ich sidła i zdrowo, niewzruszenie wytrwać w zdrowej wierze, ten musi dwojakim sposobem wiarę swoją z pomocą Bożą ubezpieczyć: po pierwsze powagą Prawa Bożego, po drugie podaniem Kościoła katolickiego. Tu mógłby zapytać ktoś: Jak to, jeżeli kanon Pisma świętego jest doskonały i pod każdym względem aż nadto sobie wystarcza, to po cóż jeszcze dołączać do niego powagę kościelnego rozumienia? Otóż dlatego, że Pismo święte, wskutek właściwej mu głębi, nie wszyscy w jednym i tym samym znaczeniu przyjmują, lecz ten tak, a ów inaczej jego zwroty wykłada, tak że na pozór niemal ilu ludzi, tyle pojmowań z niego wysnuć można. Boć inaczej je Nowacjan, inaczej Sabeliusz, inaczej Donat wyłuszcza; inaczej Ariusz, Eunomiusz, Macedoniusz; inaczej Fołtyn, Apolinarys, Pryscylian; inaczej Jowinian, Pelagiusz, Celestiusz; inaczej na koniec Nestoriusz. Wobec takiej ogromnej gmatwaniny błędów jest rzeczą wprost konieczną wytyczyć linię wykładu pism prorockich i apostolskich według prawidła kościelnego i katolickiego czucia. W samym zaś znowu Kościele trzymać się trzeba silnie tego, w co wszędzie, w co zawsze. w co wszyscy wierzyli. To tylko bowiem jest prawdziwe i właściwie katolickie, jak to już wskazuje samo znaczenie tego wyrazu, odnoszące się we wszystkim do znamienia powszechności. A stanie się to wtedy dopiero, gdy podążymy za powszechnością, starożytnością i jednomyślnością. Podążymy zaś za powszechnością, jeżeli za prawdziwą uznamy tylko tę wiarę, którą cały Kościół na ziemi wyznaje; za starożytnością, jeżeli ani na krok nie odstąpimy od tego pojmowania, które wyraźnie podzielali święci przodkowie i ojcowie nasi; za jednomyślnością zaś wtedy, jeżeli w obrębie tej starożytności za swoje uznamy określenia i poglądy wszystkich lub prawie wszystkich kapłanów i nauczycieli.

      Ojciec Kościoła św. Wincenty z Lerynu, “Commonitorium” W obronie wiary katolickiej przeciw bezbożnym nowościom wszystkich odszczepieńców

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 czerwca 2011 23:21
  • poniedziałek, 20 czerwca 2011
    • Lech Maziakowski - "Poznacie ich po ich owocach..." Spojrzenie na dzisiejszy Kościół

       

      Dysktując o duchowym stanie współczesnego świata nie sposób nie zauważyć zmian, które głęboko dotknęły również i Kościół Katolicki w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Nie tak dawno silny i stabilny organizm, dziś chwieje się zarówno w swych ludzkich podstawach, jak i traci łączność z Tradycją i Źródłem. Z pełną odpowiedzialnością można stwierdzić, iż jesteśmy świadkami jednego z największych kryzysów w historii Kościoła, a biorąc pod uwagę powszechość zmian, skalę odstępstw oraz ich akceptację, także wśród duchowieństwa, nie wykluczając najwyższych pasterzy, można wyrazić obawę, że żyjemy w czasach największego kryzysu, wyprowadzenie z którego siła samego człowieka nie wydaje się już być wystarczająca.

      Kościół w swej historii przechodził różne kryzysy, targały Nim różne siły, a przewodzili niekiedy chwiejni pasterze. Przychodził jednak moment ludzkiego opamiętania i przy działaniu Ducha św. następowało nawracanie nawet grzesznych, tracących rozeznanie biskupów i papieży. Nieodparcie nasuwa się tutaj analogia do czasów pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy to schizma ariańska objęła niemal cały Kościół. Wtedy to św. Atanazy, nieprzypadkowo zwany Wielkim, jako niemal jedyny sprzeciwił się wyznawanym powszechnie herezjom. Odrzucony przez wszystkich, wyklęty przez biskupów i wyrzucony z ojczyzny nie zawahał się ani na moment w głoszeniu Prawdy. Gdy już wydawało się, że Kościół ziemski oddziela się na stałe od Mistycznego Ciała Chrystusa, Duch święty poprzez tego nieugiętego w Wierze Doktora Kościoła, dokonuje cudu i Kościół zawraca z błędnej drogi. W następnych wiekach podobne historie powtarzały się, gdyż tak ludzka ułomność jak i szatańskie wpływy wielokrotnie ukazywały swą destrukcyjną moc.

      Dzisiejszy kryzys Kościoła posiada wiele elementów obserwowanych w przeszłości, lecz zasadniczo różni się zaistnieniem tych wszystkich elementów naraz, czyli: skalą odstępstw dosięgającą najwyższych hierarchów, masowością obejmującą niemal wszystkich wiernych, którzy stracili w supermarkecie oferowanych przez Kościół idei punkt zaczepienia i którzy de facto żyją w świecie apostazji, lecz nade wszystko różni się przyjęciem niektórych elementów dogmatyki i liturgii, które przez wieki uchodziły nie tylko jako niekatolickie, ale nawet jako antykatolickie. Najbardziej tragiczny w tym wszystkim jest jednak fakt odejścia ostatnich papieżyo d głównej roli chronienia Kościoła, bronienia Go przed wszelkimi nowinkami. Wręcz przeciwnie: obserwujemy od czterdziestu lat niespotykane na skalę historii Kościoła zjawisko wprowadzania innowacji przez Papieży. Jak wyraził to Msgr Klaus Gamber w swym dziele Reforma Liturgii Rzymskiej: „Wprowadzanie reform w Kościele z całą pewnością nie jest funkcją Urzędu Piotrowego. Pierwszą powinnością Papieża jest działać jako główny biskup strzegący tradycji Kościoła – Jego tradycji dogmatycznych, moralnych i liturgicznych.” Dramatyczny spadek ilości praktykujących wiernych, nowinki liturgiczne, przykłady podważania podstawowych dogmatów wiary przez pasterzy decydujących o losach Kościoła, zanik szacunku do Najświętszego Sakramentu, fałszywy Ekumenizm, błędy teologiczne „zapewniające” człowiekowi pewne i bezwarunkowe zbawienie, zrównywanie kapłaństwa sakramentalnego z „powszechnym kapłaństwem” poprzez zlewanie ich we wspólne pojęcie „Ludu Bożego” – te i inne uderzające fakty są tak widoczne, że tylko osoba naiwna bądź zaślepiona obcą ideą nie przyjmuje ich jednoznaczności. Jednak nie tylko rzut oka na otaczającą nas rzeczywistość, lecz i głęboka, systematyczna analiza statystyczna, której cząstkę przedstawię w niniejszym opracowaniu, odsłania smutny obraz upadku katolicyzmu.

      Obok zmian ilościowych, widzimy też zupełnie „nową jakość”, nowy twór Kościoła i wiernych, których cechuje bądź powszechna ignorancja i nieznajomość zasad Wiary, niemal całkowite zatracenie sensus catholicus, bądź też świadome odrzucenie Nauki Kościoła. Taka postawa współczesnych wiernych nie jest jednak produktem przypadku: kształtowana jest nie tylko przez wrogie katolicyzmowi środowisko społeczne, a przede wszystkim medialne, lecz również przez dzisiejszy Kościół, który wysyła sprzeczne ze sobą sygnały i kawałek po kawałku odcina swą przeszłość traktując ją jako niepotrzebny bagaż. [...]

      Całość opracowania: http://www.bibula.com/docs/owoce.pdf

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 czerwca 2011 14:46
    • Islam - Religia pokoju

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 czerwca 2011 14:28
    • Krzysztof Binkiewicz - Teoria ewolucji a Kontrrewolucja

       

      Teoria ewolucji podpowiada „wygodne” rozwiązanie: świat powstał z przypadku. Człowiek pochodzi od małpy, małpa od innego zwierzęcia, a ostatecznie wszystko bezwolnie ewoluowało w wyniku przypadkowych reakcji. Nareszcie niepotrzebny staje się Stwórca.

      Teoria ewolucji okazała się błędna. Z wielu stron padają twarde, naukowe dowody na jej nieprawdziwość. Mimo to, nadal jest ona szeroko propagowana i z uporem podtrzymywana. Można odnieść wrażenie, że rozpaczliwie poszukuje się uzasadnień do z góry założonej tezy. Co więcej, głosy podważające teorię ewolucji są wyśmiewane w mediach i traktowane jako występowanie „ciemnoty” przeciw nauce. Poddawanie w wątpliwość tej teorii często wywołuje uśmiech politowania i nie jest nawet poważnie rozważane wobec rzekomo „oczywistych, naukowych dowodów” na zachodzącą ewolucję.

       

      Dlaczego Rewolucji miałoby tak zależeć na podtrzymywaniu i wzmacnianiu powszechnego przekonania o słuszność teorii ewolucji? Ponieważ za pomocą tej teorii można w wiadomy sposób próbować odpowiedzieć na wiele – nękających ludzi od wieków – pytań. Filozofowie – i nie tylko oni – pytali siebie i innych: Skąd pochodzę? Kim jestem? Dokąd zmierzam? Zastanawiano się zawsze, jak powstał świat, skąd wziął się człowiek. Świat zadziwiał ludzi, zachwycał, fascynował. Zadziwiał jako coś tajemniczego, ale jego poznawanie i zdumiewające odkrycia naukowe potrafiły fascynować jeszcze bardziej. Zastanawianie się nad światem i nad życiem prowadziło do rozważań nad sensem życia, nad moralnością, nad Bogiem. Teoria ewolucji podpowiada „wygodne” rozwiązanie: świat powstał z przypadku. Człowiek pochodzi od małpy, małpa od innego zwierzęcia, a ostatecznie wszystko bezwolnie ewoluowało w wyniku przypadkowych reakcji. Nareszcie niepotrzebny staje się Stwórca. O wszystkim zadecydował przypadek, nie ma wyższej Przyczyny, a więc nie ma też określonego „z góry” Celu. Teoria ewolucji wydaje się być najprostszym i najskuteczniejszym środkiem na szerzenie ateizmu.

       

      W czasach oświecenia bardzo popularny był deizm. Mógł on służyć jako wygodna „ucieczka” od wielu kłopotliwych pytań, ale zawsze pozostawały wątpliwości: skoro jednak Bóg istnieje, to skąd pewność, że nie ingeruje, że nie stawia jakichś wymagań? Skoro Bóg istnieje, to czy istnieje życie po śmierci? Itd. Teoria ewolucji jest skuteczniejsza – nie jest potrzebny żaden Stwórca. Cały ten niezwykły świat i wszelkie istoty powstały w wyniku „bezmyślnych” procesów biologicznych. Czy teoria ewolucji może nie stać w sprzeczności z religią katolicką? Nawet jeśli jest to możliwe (to odrębny temat), nie zmienia to faktu, że dla przeciętnego człowieka sprzeczność wydaje się oczywista. Skoro człowiek pochodzi od małpy, nieprawdą jest stworzenie człowieka. A to pierwsze jest „naukowo udowodnione”. Hasła walki z Kościołem, szkodliwe prądy myślowe, lansowane przez Rewolucję, mogą być potencjalnie łatwiej odpierane, ponieważ są często traktowane przez ludzi jako zwykłe „poglądy”, z którymi można się zgadzać lub nie. A jak dyskutować z „twardą, naukową wiedzą”?

       

      Jakie byłyby skutki powszechnej wiedzy o fałszywości teorii ewolucji i braku wiary w to, że wyżej rozwinięte istoty powstały od niżej rozwiniętych? Zaczęto by na masową skalę zadawać sobie pytanie: skoro nie ewolucja, to skąd się wzięliśmy? Z jeszcze większą siłą mogłyby powrócić wymieniane wcześniej „egzystencjalne” pytania. Zintensyfikowałoby się myślenie o sensie istnienia i o rzeczach ostatecznych, być może też kwestionowanie budowanego obecnie (nie)porządku. Dlatego właśnie krytyka teorii ewolucji jest tak silnie blokowana.

       

      To właśnie Rewolucja lubi powoływać się przy wielu okazjach na rzekomo obiektywne  „opinie specjalistów” czy „wiarygodne wyniki badań naukowych” (szczególnie w dziedzinie nauk przyrodniczych) i przeciwstawiać je rzekomym „zabobonom” i „zacofaniu” katolików, konserwatystów. Dlatego propagowanie naukowych dowodów na fałszywość teorii ewolucji to podwójny cios dla Rewolucji. Jak mamy zostać oskarżeni o „zacofanie”, skoro powołujemy się na fizykę, biologię, chemię, matematykę? Wydaje się, że ten potencjał nie jest należycie wykorzystywany. Tymczasem osiągnięcia naukowców w obaleniu teorii ewolucji mogą stworzyć znaczny wyłom w budowanym przez Rewolucję gmachu. I to wyłom niemal u samych podstaw, bo ta teoria nie jest bieżącą, drugorzędną kwestią, którą akurat podjęła ostatnio lewica. Ewolucja zdaje się należeć do rdzenia propagowanej obecnie wizji świata, nawet jeśli nikt tego explicite nie przyznaje.

       

      Czy oznacza to, że powinniśmy porzucić tematy filozoficzne, teologiczne, etyczne, polityczne czy społeczne na rzecz fizyki czy biologii? Oczywiście nie. Zajęcie się tematem teorii ewolucji nie powinno zastąpić, tylko dołączyć do pozostałych podejmowanych tematów. Wykazywanie fałszywości tej teorii to nie tylko zwykła walka o naukową prawdę, ale też środek do walki z Rewolucją – a roztropność każe nam korzystać z wszelkich godziwych i pomocnych środków do walki ze złem.

       

      Artykuł ukazał się w dziewiątym numerze "Monarchisty"

       

      Źródło informacji: KONSERWATYZM.pl

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 czerwca 2011 14:25
    • Piękno tradycyjnej liturgii - Prymicje x. Piotra Maroszka

      Zdjęcia ze strony BLOG PIOTRA KOCA

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 czerwca 2011 14:20
    • Arcybiskup odmówił

       

      Na znak protestu przeciwko projektowi ustawy w sprawie rozdziału Kościoła i państwa w Księstwie Liechtensteinu, a także niedawnych inicjatyw na rzecz aborcji i związków homoseksualnych abp Wolfgang Haas nie odprawi Mszy św. w święto narodowe, 15 sierpnia.

      Czytaj dalej

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 czerwca 2011 14:04
    • W poszukiwaniu króla. Powieść o Inklingach

       

      David C. Downing

      W POSZUKIWANIU KRÓLA

      Powieść o Inklingach

      Wydawnictwo eSPe, Kraków 2011
      ISBN 978-83-7482-415-6
      Format: 140X200 ss. 270 oprawa: miękka, cena:
      do nabycia w księgarnii wydawnictwa eSPe

      Na temat Włóczni Przeznaczenia, którą przebity został Jezus na krzyżu, od wieków krążą legendy. Według nich ten, kto posiądzie tę włócznię, zdobędzie władzę nad światem. Nic dziwnego, że stara się ją odnaleźć hitlerowski wywiad. Na drodze stają mu jednak oksfordzcy intelektualiści z kręgu Inklingów oraz dwoje młodych Amerykanów – Tom i Laura. On ma ambicję znalezienia dowodów na istnienie króla Artura, ją nawiedzają tajemnicze sny, pełne religijnych symboli i średniowiecznych artefaktów. Wspierani erudycją Lewisa, Tolkiena i Williamsa wpadają na trop cudownej relikwii. W cieniu celtyckich ruin toczy się wyścig, którego stawką mogą być losy II wojny światowej, a może i coś więcej...

      Fragmenty recenzji:

      „Są książki, które przyciągają moją uwagę wyjątkową, niesamowitą atmosferą, które służą jedynie temu, by się nimi maksymalnie delektować, które zapadają głęboko w pamięć nostalgicznie metafizycznym przesłaniem, o których rozmyślam jeszcze długo po zakończeniu lektury.

      "W poszukiwaniu króla. Powieść o Inklingach" jest właśnie tego typu książką. A okazała się nią zupełnie nieoczekiwanie [...]

      Ta fantastyczna powieść skrywa w sobie drugie dno, nie mniej intrygujące niż to, co dostrzegamy na pierwszy rzut oka – doskonale skonstruowaną intrygę, trzymającą w napięciu akcję, niebanalną fabułę - a wszystko to przesiąknięte fascynującym duchem tysiącletnich, lecz wciąż żywych legend oraz niezwykłymi osobowościami Tolkiena, Lewisa i Williamsa.

      Gorąco polecam nie tylko miłośnikom ich twórczości, lecz również każdemu, kogo fascynują intelektualne zagadki z metafizycznym przesłaniem.

      [Sztukater.pl] 

      „Gdybym miała porównać powieść Downinga do jakiegoś innego dzieła, z pewnością sięgnęłabym na półkę z oznaczeniem "Dan Brown". Bo pasjonujące poszukiwania Włóczni Przeznaczenia w całej rozciągłości przypominają tropienie Świętego Graala, który zresztą i u Downinga przewija się nierzadko. Nie można jednak autorowi zarzucić, że jawnie czerpie z innych historii. Jego opowieść jest unikatowa, niebanalna i ekscytująca”.

      [kreatywa]

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „W poszukiwaniu króla. Powieść o Inklingach”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 czerwca 2011 13:40
    • Siedem kłamst o Komunii św. na rękę

       

      1. Komunia na rękę jest powrotem do Tradycji

      Twierdzenie to zakłada całkowicie błędne rozumienie Tradycji, która jest przecież żywym przekazem niezmiennej wiary. Tradycja nie zmienia się w swej istocie, lecz dopasowuje swój wyraz do zmiennych okoliczności dziejów np. potępiając ze szczególną mocą te błędy, które występują w danej epoce. Jeżeli zatem w naszej epoce, zwłaszcza po II Soborze Watykańskim, zaczęły wśród katolików rozpowszechniać się tak poważne błędy odnoszące się do Najświętszej Eucharystii, jak utrata wiary w przeistoczenie czy negowanie kapłaństwa sakramentalnego , co przyznał nawet papież Paweł VI, wydając jeszcze w trakcie obrad soboru encyklikę Mysterium fidei , to praktyka liturgiczna żywej Tradycji winna ze szczególną mocą odzwierciedlać zagrożoną naukę. Niestety, większość wprowadzonych w ramach "posoborowej reformy liturgicznej"? nowinek idzie w dokładnie przeciwnym kierunku, a Komunia na rękę jest tego najdobitniejszym przykładem.

      2. Komunia na rękę nie prowadzi do świętokradztwa

      Większość historyków liturgii, zastanawiając się nad przyczynami wprowadzenia przez Kościół praktyki Komunii św. udzielanej do ust, wskazuje jako jedną z nich wprowadzenie chleba niekwaszonego jako materii Eucharystii. Z pewnością właściwe wypieczenie i wykrojenie komunikantów może

      ograniczyć liczbę oddzielających się okruchów, lecz na pewno nie jest w stanie całkowicie ich wyeliminować. Konsekwencje są oczywiste: nieużywanie pateny, niedbalstwo i nieuwaga szafarzy i komunikowanych oraz brak odpowiedniego nauczania o obecności Pana Jezusa w każdej cząstce prowadzą nieuchronnie do profanacji okruchów Ciała Pańskiego. W przerażenie mogą wprawić uspokajające głosy niedouczonych księży: "Nie przejmujmy się cząstkami, Jezus to przewidział..."? oto najczęstsza odpowiedź na wątpliwości wiernych.

      3. Ręka świeckiego nie jest w niczym gorsza niż ręka kapłana

      Każdy kapłan Chrystusowy, świadom swego kapłaństwa, doskonale wie o swojej niegodności. Jak wielką bojaźnią i drżeniem musi go napawać wypowiadanie słów: "Oto ciało moje... Oto krew moja..."?. A jednak sam Chrystus Pan nakazał kapłanom spełniać święte czynności. Wykonują je, na mocy władzy święceń, in persona Christi. Stają się przez to Chrystusem sprawującym swą ofiarę i udzielającym sakramentów Nowego Przymierza; oddają się na wyłączną posługę Bogu. "A nikt nie bierze sobie tej godności tylko ten, który jest wezwany przez Boga, jak Aaron"? (Hbr 5, 4). Kapłan zresztą nigdy nie dotyka Ciała Pańskiego bez prawdziwej potrzeby. Czy dla katolika świadomego swej wiary nie są to wystarczające argumenty? Z tego m.in. względu tradycyjni katolicy sprzeciwiają się nadużyciu tzw. świeckich szafarzy Eucharystii.

      4. Język nie jest bardziej godną częścią ciała niż ręka

      Czytając takie opinie a nie są one wcale rzadkie! można dojść do przekonania o całkowitej słuszności powiedzenia: "Jeśli Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera"?. Czy propagatorzy Komunii na rękę spożywają Ciało Pańskie dłonią?! Nie wkładają Hostii do ust?! Nie dotykają jej językiem?! Wydaje się, że powinni doskonale wiedzieć, iż człowiek , cały człowiek, z duszą i ciałem , jest całkowicie niegodny przyjmować Komunię św. Czyżby nie rozumieli już nawet słów: "Panie, nie jestem godzien..." Chcąc Komunię św. przyjąć, musi wziąć się ją do ust, dotknąć językiem. Nie ma potrzeby angażowania do tego dodatkowych organów ciała. Jeżeli na serio bierze się swą własną niegodność, nigdy nie sięgnie się po Ciało Pańskie jak po zwykły pokarm.

      5. Komunia św. do ust umniejsza godność człowieka

      Właściwie nie należałoby w ogóle zajmować się tym kłamstwem, wynikającym zresztą z fałszywej religii humanistycznej, której elementy coraz częściej pojawiają się w tzw. Kościele posoborowym. Ktoś, kto recytuje: "Panie, nie jestem godzien"?, a w chwilę później walczy o swoją godność, nie zasługuje nawet na miano homo sapiens.

      6. Komunia św. na rękę jest zgodna z praktyką pierwszych wieków

      Trudno chyba o bardziej kłamliwe twierdzenie w świetle historii liturgii i rozwoju wszystkich znanych rytów chrześcijańskich. Forma, w jakiej rozpowszechniła się Komunia na rękę w dobie reformacji, identyczna z tą, którą promuje się dziś w Kościele katolickim, stanowi ordynarną nowinkę, s

      tojącą w jawnej sprzeczności z praktyką stosowaną w starożytności i wczesnym średniowieczu.

      Najistotniejszą różnicę stanowi tu fakt, że nigdy i nigdzie poza przypadkami naglącej konieczności, jak np. zagrożenie profanacją lub czas prześladowań , wierni nie mogli komunikować się samodzielnie. W znanych opisach patrystycznych czytamy o przyjmowaniu Ciała Pańskiego na dłoń prawej, nie lewej ręki (już sama ta różnica jest dowodem na całkowitą odmienność obu porównywanych praktyk), z której wierny, pochylony w głębokim pokłonie, chwytał Hostię wargami i spożywał, a potem dokładnie wylizywał wnętrze dłoni, zapobiegając profanacji pozostałych cząstek Ciała Pańskiego. Nie było w ogóle mowy o samodzielnym podnoszeniu Hostii palcami do ust.

      Zasada ta przez pewien czas dotyczyła także celebrującego kapłana (inny kapłan lub diakon podawał mu Ciało Pańskie), a nawet papieża, któremu Komunii św. podczas uroczystych ceremonii udzielał diakon.

      7. Komunia św. na rękę jest w pełni zgodna z przepisami prawa

      Jesteśmy jak najdalsi od pozytywistycznego legalizmu liturgicznego, zakładającego, że wszystko, na co wyrażono zgodę w Rzymie, musi z konieczności służyć dobru Kościoła i zbawieniu dusz. Mamy zresztą liczne, smutne dowody, że tak niestety nie jest. Można nawet odnieść wrażenie, że najskuteczniejszą zdaniem władz rzymskich metodą walki z nadużyciami jest ich legalizacja. Widać to doskonale właśnie na przykładzie Komunii na rękę, która najpierw została nielegalnie rozpowszechniona, a potem wydano przepisy, umożliwiające uzyskanie indultu na to nadużycie tam, gdzie się rozpowszechniło. Warto jednak dowieść, że wprowadzanie Komunii na rękę w Polsce jest nielegalne nawet w świetle wewnętrznie sprzecznych przepisów posoborowych. (patrz post wyżej).

      Na podstawie dodatku do czasopisma  ZAWSZE WIERNI. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 czerwca 2011 13:26

Kalendarz

Lipiec 2014

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Msza trydencka w Polsce

BAZA DOKUMENTÓW PAPIESKICH

Toplista Tradycji