RZYMSKI KATOLIK

BLOG POŚWIĘCONY KATOLICKIEMU TRADYCJONALIZMOWI

Wpisy

  • niedziela, 24 kwietnia 2011
    • Film „ Good Friday”. Tak naprawdę wyglądała męka Jezusa

      W tysiącach kościołów w USA będzie pokazywany film „ Good Friday”. Dzięki obrazowi widzowie mają dowiedzieć się jak naprawdę wyglądała męka Jezusa. Film zawiera bardzo obrazowe sceny tortur Chrystusa.


      Obraz został wyprodukowany przez kościół Mars Hill. Według jego pasterzy obejrzy go ok. 400 tysięcy ludzi. Już ponad 5 tysięcy kościołów ściągnęło 30 minutowy film z sieci.  Obraz dostępny jest na stronie kościoła whokilledgod.com, gdzie jednak znajduje się ostrzeżenie, że film zawiera sceny, które mogą oglądać tylko dzieci mające więcej niż 10 lat. Nawet w trailerze filmu widzimy zmasakrowane ciało Jezusa. – Film jest krwawy ponieważ wydarzenia w Wielki Piątek były krwawe- wyjaśnia Nick Bogardus z kościoła Mars Hill.  – Opowiada on o zamordowaniu Syna Bożego, Jezusa Chrystusa- dodaje.

      Film został nakręcony na planie w  Universal Studios, gdzie zrobiono „Spartacusa”. W produkcji obrazu partycypowali profesjonaliści z Hollywood. Na „liście płac” znajdują się osoby pracujące przy serialu „24 godziny”, „ Pasji” Mela Gibsona czy „To nie jest kraj dla starych ludzi” braci Coen.

      - Pamiętajcie o brutalnej śmierci Jezusa. On krwawił za Was. On zawisł na drzewie za Was. – napisał na Twitterze pastor Mark Driscoll

      Ł.A/ The Christian Post

      Źródło informacji: FRONDA.pl

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      niedziela, 24 kwietnia 2011 11:56
    • Całun Turyński – niemy świadek Zmartwychwstania

      Czy potrzeba jeszcze czegoś więcej by stwierdzić, że Całun Turyński to prawdziwe płótno pogrzebowe Jezusa i niemy świadek jego zmartwychwstania?


      Historia Całunu Turyńskiego jest w skrócie dość powszechnie znana. Do dziś jednak pokutuje wśród wielu ludzi przekonanie, że za pomocą datowania węglem C 14 dowiedziono w 1988 roku genialnego fałszerstwa dokonanego w średniowieczu.

      Warto dziś przypomnieć, że wśród badających wtedy płótno znajdował się pracownik Los Alamos National Laboratory, Raymond Rogers, jeden z największych sceptyków, co do autentyczności płótna.

      Nieuleczalnie chory na raka Rogers na niecałe cztery miesiące przed swoja śmiercią 8 marca 2005 roku, opublikował w międzynarodowym periodyku „Thermochimica acta” artykuł „Badania próbek Całunu Turyńskiego poddanych testowi na węgiel C14” (Studies on the radiocarbon sample of the Shroud of Turin).

      Konkluzja tego niezwykle szczegółowego artykułu była następująca:

      „Próbka użyta do testu węglowego w 1988 roku została pobrana z obszaru Całunu poddanego intensywnej naprawie (ang. „rewoven”). Badania pyrolitycznym spektrometrem masowym oraz obserwacja mikroskopowa i badania mikrochemiczne wykazały, że próbka poddana testowi węglowemu nie była częścią oryginalnego płótna Całunu. Wynik próby węglowej nieokreślił zatem prawdziwego wieku Całunu Turyńskiego”.

      Dzisiaj, w 2011 roku nikt w świecie naukowym tamtego badania nie uznaje, jako określającego rzeczywisty wiek całunu.

      Od 2002 roku wiadomo, że samo płótno, jego splot i sposób wykonania są identyczne jak płótna odnajdywane w grobach w Masadzie z I wieku po Chrystusie. Dowiódł tego niemiecki konserwator Mechthild Flury-Lemberg.

      Stosunkowo mało jednak ludzi wie o tym, że badanie Całunu przy pomocy analizatora obrazu VP-8 przyniosło jeszcze jedno sensacyjne odkrycie. Ujawniło ono obecność monet w oczodołach zmarłego.

      Jak wiadomo umieszczanie monet na oczach zmarłego to był stary praktykowany wówczas żydowski zwyczaj pogrzebowy. Najważniejsze jednak jest to, że udało się zidentyfikować odbicie jednej z monet, jako Lepton Poncjusza Piłata bity w 29 roku po Chrystusie. Owe monety znane były naukowcom, jako bite na kiepskich matrycach, czyli niskiej, jakości i bardzo krótkiej żywotności.

      Czy potrzeba jeszcze czegoś więcej by stwierdzić, że Całun Turyński to prawdziwe płótno pogrzebowe Jezusa i niemy świadek jego zmartwychwstania?

      Pamiętajmy o tym gdyż zapewne jeszcze nie raz Gazeta Wyborcza czy jakaś stacja telewizyjna poda nam sensacyjną wieść o odnalezieniu grobu Jezusa i jego rodziny wraz ze szczątkami. Oczywiście jak zwykle nikt nigdy tych kłamstw nie sprostuje.

      Mirosław Kokoszkiewicz

      Źródło informacji: BIBULA.com

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      niedziela, 24 kwietnia 2011 11:56
  • piątek, 22 kwietnia 2011
    • Popule meus, quid feci tibi?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Popule meus, quid feci tibi?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      piątek, 22 kwietnia 2011 13:54
    • Zapomniane prawdy c.d.

      Znacie gromadę złośliwych Żydów i mnóstwo broniących nieprawość. Jaką? Chcieli Pana Jezusa Chrystusa zamordować. Tyle dobrych uczynków, mówił, okazałem wam, dla którego z nich chcecie Mnie zabić? Zajął się wszystkimi chorymi, tyle ich kalek uzdrowił, głosił Królestwo Boże, nie zmilczał ich błędów, by te im obrzydły, a nie lekarz, który ich leczył. Nie pomni wszystkich uzdrowień – jakby szałem ogarnięci – wściekli na lekarza, który przyszedł ich uzdrowić, wymyślili plan zamordowania Go: jakby chcieli doświadczyć, czy jest człowiekiem, który może umrzeć, czy też może czymś nadludzkim i uśmiercić się nie pozwoli. Słyszymy słowa ich w księdze Mądrości Salomona: Skażmy Go, mówią, na śmierć najhaniebniejszą. Doświadczymy Go, pokaże się wartość słów Jego. Bo jeśli jest Synem Boga, to On go uratuje.

      ***

      << Wyostrzyli języki swoje jak miecze >>. Niech Żydzi nie mówią: << Nie myśmy zabili Chrystusa >>. Bo Go na to wydali Piłatowi, aby się wydawali niewinnym Jego śmierci. Kiedy bowiem Piłat odezwał się do nich: Zabijcie Go wy, odpowiedzieli: Nam nie wolno nikogo zabijać.

      Nieprawość zbrodni swojej zwalić chcieli na śmiertelnego sędziego, lecz czyż oszukali Sędziego Boga? Co Piłat uczynił, niewątpliwie jest w tym i jego wina, lecz w porównianiu z nimi daleko mniejsza. Usiłował bowiem ile mógł, by Go z rąk ich wydobyć: na to też i ubiczowanego im przedstawił. Nie ze złości Pana ubiczował, lecz by ich złości zadość uczynić, aby się tym zadowolili i nie żądali Jego śmierci, widząc Go ubiczowanego. Dlatego to zrobił. Ale gdy nie ustąpili, wiecie, że umył ręce i rzekł, że sam tego nie czyni, że nie jest winien Jego śmierci. Uczynił jednak. Lecz jeśli winien, bo zrobił choć niechętnie, czyż tamci niewinni, którzy go do tego przymusili? Bynajmniej. Lecz Piłat wydał wyrok i kazał Go ukrzyżować, więc jakby sam zabił, lecz i wy, Żydowie zabiliście Go. W jaki sposób? Mieczem języka waszego. Wyostrzyliście bowiem języki swoje i przebodliście Go nie kiedy indziej, jak tylko gdyście wołali: ukrzyżuj Go, ukrzyżuj!

      Brewiarz Rzymski, Nokturn II na Wielki Piątek

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      piątek, 22 kwietnia 2011 13:52
    • List do Przyjaciół i Dobroczyńców nr 78

      Drodzy Przyjaciele i Dobroczyńcy!

      Nowy rok przyniósł nam sporo niespodzianek, dość nieprzyjemnych, by nie powiedzieć – dramatycznych. Mamy tu oczywiście na myśli wydarzenia odnoszące się do Kościoła, a nie katastrofalne trzęsienie ziemi w Japonii czy zamieszki w krajach arabskich i w Afryce, które jednak powinny być dla wszystkich przestrogą! Kto jednak dziś postrzega je jeszcze w ten sposób?

      Tak, znacznie bardziej niszczycielskie od wszelkich kataklizmów naturalnych – niosących za sobą śmierć, tragedie i wielkie cierpienia – są kataklizmy raniące i zabijające dusze. To samo jednak, co skłania nas do reakcji i poszukiwania remedium w przypadku ludzkiego ciała – ze względu na natychmiastowy ból, jaki ono odczuwa – na poziomie duchowym przechodzi niemal niedostrzegalnie. Grzech, który tak głęboko rani całe człowieczeństwo i każdą istotę ludzką, jest zauważany w bardzo niewielkim stopniu, dlatego też ludzie nie poszukują skutecznego to zło lekarstwa. Mówimy tu o duchowej katastrofie: jak bowiem inaczej możemy nazwać wydarzenie, które sprowadza na manowce wielką liczbę dusz, które zagraża zbawieniu milionów, jeśli nie miliardów ludzi? Od początku tego roku w Rzymie zapowiedziano przynajmniej dwa wydarzenia, których skutkiem będzie najprawdopodobniej nie konwersja, ale wieczna zguba dusz: beatyfikację Jana Pawła II oraz wznowienie Dnia Modlitw w Asyżu z okazji 25. rocznicy pierwszego spotkania przedstawicieli wszystkich religii, zorganizowanego w tym mieście przez tego samego papieża.

      Tym, którzy mogą mieć trudność w zrozumieniu znaczenia tych dwóch wydarzeń, pragniemy przytoczyć słowa, napisane 25 lat temu w Liście do Przyjaciół i Dobroczyńców przez ks. Franciszka Schmidbergera, następcę arcybiskupa Lefebvre’a na stanowisku Przełożonego Generalnego Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X. Ks. Schmidberger przedstawił w nim częściową listę inicjatyw Jana Pawła II – papieża, który niebawem ma zostać beatyfikowany:

      25 stycznia [1986 r.] w kazaniu wygłoszonym w bazylice Św. Pawła za Murami papież zaprosił przedstawicieli wszystkich religii do Asyżu na wspólną modlitwę w intencji pokoju.

      Wystarczy przypomnieć sobie wydarzenia z ostatnich trzech lat, by zrozumieć, jak bliscy jesteśmy stworzenia jednej światowej religii pod przewodnictwem papieża; religii, której jedynym dogmatem będą wolność, równość i braterstwo proklamowane przez rewolucję francuską i loże masońskie.

      1. Nowy Kodeks Prawa Kanonicznego promulgowany przez samego papieża 25 stycznia 1983 r. deprecjonuje stan kapłański. Kościół jest odtąd „Ludem Bożym” w sensie protestanckim i egalitarnym, nie ma w nim ani podwładnych, ani przełożonych. Według wyjaśnień przedstawionych przez papieża w konstytucji [Sacrae disciplinae leges] hierarchia jest jedynie „służbą”, Kościół natomiast ma być definiowany jako „wspólnota” „zaangażowana w ekumenizm”. Kanon 844 wyraźnie zezwala na interkomunię, kanon 204 miesza kapłaństwo sakramentalne z duchowym kapłaństwem wiernych etc.

      2. W niedzielę 11 grudnia 1983 r. papież wygłosił – z własnej inicjatywy – kazanie w zborze protestanckim w Rzymie.

      3. Biskup Sherbrooke z Quebecu wielokrotnie zapraszał protestantów do swej katedry do sprawowania obrzędów, podczas których udzielano nieważnych święceń. Osobiście brał udział w tych ceremoniach i przyjmował „komunię” z rąk świeżo „wyświęconej” pastorki.

      4. 19 lutego 1984 r. podpisano nowy konkordat pomiędzy Włochami a Stolicą Apostolską: od tej pory, w oparciu o soborową deklarację o wolności religijnej, Włochy nie są już państwem katolickim, ale świeckim, innymi słowy – ateistycznym; wedle tego samego dokumentu Rzym nie jest nazywany Miastem Świętym!

      5. 10 maja 1984 r. papież odwiedził świątynię buddyjską w Tajlandii, zdjął w niej obuwie i siadł u stóp buddyjskiego mnicha, siedzącego przed ołtarzem, na którym znajdował się duży posąg Buddy.

      6. W liście pasterskim z 16 września 1984 r. biskupi szwajcarscy doszli do konkluzji, że „pragnienie, by otrzymywać wspólnie ten sam chleb z tego samego stołu, innymi słowy pragnienie, by Msza i Wieczerza nie były już sprawowane oddzielnie, pochodzi od Boga. Jednak – jak dodali biskupi – czas realizacji tego pragnienia należy poddać rozważnej ocenie”. Biskupi ci poparli również projekt ustawy wprowadzającej zmianę w prawie małżeńskim, doprowadzającej do niszczenia w mniejszym lub większym stopniu zarówno małżeństwa, jak i rodziny. Na skutek ich poparcia nowe prawo przyjęto w Szwajcarii 22 września 1985 r. Po raz kolejny biskupi okazali się grabarzami nie tylko ładu nadprzyrodzonego, ale nawet ustanowionego przez Boga porządku naturalnego.

      7. Episkopat francuski w dalszym ciągu używa do katechizacji – z wielką szkodą dla dzieci – heretyckiego katechizmu Pierres Vivantes. „Kto by zaś zgorszył jednego z tych małych, którzy we mnie wierzą, lepiej by mu było, gdyby zawieszono kamień młyński u szyi jego i zatopiono go w głębokościach morskich” (Mt 18, 6).

      8. Wspólne oświadczenie kard. Höffnera [abp. Kolonii] i przewodniczącego Rady Ewangelickich Kościołów Niemiec p. Lohse pozostawia stronom w małżeństwach mieszanych wolność zawierania związku, chrzczenia i wychowywania dzieci we własnych wyznaniach. Kodeks prawa kanonicznego z roku 1917 (kan. 2319) przewiduje natomiast za każde z tych wykroczeń karę ekskomuniki.

      9. W książce The Ratzinger Report kard. Ratzinger stwierdza, że w wyjątkowych przypadkach religie niekatolickie są „nadzwyczajnymi” środkami zbawienia. Nie, Eminencjo: Jezus Chrystus i tylko On jest Drogą, Prawdą i Życiem, nikt nie przychodzi do Ojca, jak tylko przez Niego!

      10. W nocie z 24 czerwca 1985 r., dotyczącej przedstawiania judaizmu w katechizacji, kard. Willebrands pisze, że również my, podobnie jak żydzi, oczekujemy Mesjasza! Powołuje się przy tym na słowa samego papieża, który wobec zgromadzonych w Moguncji 17 listopada 1980 r. żydów stwierdził, że Stare Przymierze nigdy nie zostało unieważnione.

      11. Latem 1985 r. Watykan wysłał oficjalnego przedstawiciela na uroczystość wmurowania kamienia węgielnego pod budowę nowego, wielkiego meczetu w Rzymie.

      12. W sierpniu 1985 r. Ojciec Święty powiedział do młodych muzułmanów z Casablanki, że również my czcimy tego samego Boga, co oni – jak gdyby islam podzielał wiarę w Trójcę Przenajświętszą oraz Wcielenie! Kilka dni później papież udał się z kilkoma szamanami animistów oraz ich asystą na przedmieścia Lomé, by wziąć udział w kulcie „świętego lasu”, podczas którego przyzywa się „mocy wody” oraz ubóstwionych dusz przodków. Co najmniej dwukrotnie [w Togo] – w Karze (podczas Mszy!) i w Togoville – skrapiał wodą i wsypywał mąkę do wydrążonego ogórka: był to akt kultu fałszywej religii.

      13. Komisja katolicko-ewangelicka, powołana do podsumowania wizyty papieża w Niemczech w 1980 r., stwierdziła w swym opublikowanym 24 stycznia 1986 r. raporcie końcowym, że między tymi dwoma wyznaniami nie ma już różnic w pojmowaniu usprawiedliwienia, Eucharystii, kapłaństwa oraz urzędu papieskiego. Trudno nie zauważyć, że w ten sposób otwarcie proklamowano ujednoliconą religię ekumeniczną.

      14. 25 stycznia 1986 r. papież wezwał przedstawicieli wszystkich religii na spotkanie modlitewne w intencji pokoju do Asyżu. Według informacji prasowych na dzień tego zgromadzenia może być wybrana data 24 października, kiedy to przypada rocznica założenia ONZ. „Do jakiego Boga będą się modlić ludzie, którzy wprost odrzucają Bóstwo naszego Pana Jezusa Chrystusa? Sam diabeł podszepnął ten pomysł” – komentował abp Lefebvre.

      15. Również ostatnio, podczas podróży do Indii, papież mówił jedynie o dialogu i wzajemnym zrozumieniu pomiędzy religiami, które powinny promować współpracować na rzecz braterstwa oraz dobrobytu.

      Czy sądzicie, Drodzy Przyjaciele, że wyliczanie tego wszystkiego sprawia nam przyjemność? Pisanie o tym sprawia nam ból, naszą jedyną troską jest bowiem dobro Matki Kościoła. Dalecy jesteśmy również od sądzenia papieża – pozostawiamy tę delikatną kwestię późniejszemu osądowi Kościoła. Nie należymy do tych, którzy pochopnie deklarują, że Stolica Apostolska jest pusta, w tej kwestii wolimy poszukiwać nauki w historii Kościoła. Papież Honoriusz został potępiony przez szósty sobór powszechny ze względu na głoszone przez niego fałszywe nauki, mimo to nikt nigdy nie twierdził, że nie był on papieżem. Nie możemy jednak zamykać oczu na fakty. A faktami są również tajne instrukcje karbonariuszy oraz ich korespondencja z roku 1820! Czytamy w nich:

      Zadanie, którego się podejmujemy, to praca nie na dzień, miesiąc czy rok; to może trwać kilka lat, może nawet całe stulecie. (...) To, o co musimy zabiegać, czego powinniśmy szukać i czego oczekiwać, tak jak Żydzi oczekują Mesjasza, to papieża odpowiedniego do naszych potrzeb. (...) Chodzi o to, że aby roztrzaskać skałę, na której Bóg zbudował swój Kościół (...). Wystarczy, aby tylko któryś z następców Piotra zamoczył w spisku choćby swój mały palec. (...) I tak, aby zapewnić sobie papieża wymaganej miary, należy wpierw ukształtować dla niego, dla tego papieża, generację, wartą królestwa, o którym marzymy. (...) Wypracujecie dla siebie, niskim kosztem, [dobrą] reputację, jako dobrzy katolicy. (...) Reputacja ta z kolei sprawi, że doktryny nasze dotrą do młodych kleryków (...) Po kilku latach, siłą rzeczy, ci młodzi księża przejmą wszystkie funkcje [w hierarchii]; będą rządzić, administrować, sądzić, zorganizują najwyższe zgromadzenie, zostaną powołani, aby wybrać papieża, który będzie rządzić. A papież ten, jak wielu mu współczesnych, będzie z konieczności mniej lub bardziej nasiąknięty włoskimi i humanitarnymi zasadami, które właśnie zamierzamy puścić w obieg.

      Musimy (...) krok po kroku, stopniowo, doprowadzić do tryumfu, którym będzie głoszenie idei rewolucyjnej przez papieża. Plan ten zawsze wydawał mi się wynikiem jakiejś nadludzkiej kalkulacji.

      W oryginalnej wersji małego egzorcyzmu Leona XIII czytamy natomiast:

      Ci niezwykle przebiegli wrogowie napełnili żalem i napoili goryczą Kościół, Oblubienicę Nieskalanego Baranka, i położyli świętokradcze ręce na jego najświętszych dobytkach. W samym Świętym Miejscu, gdzie został założony Tron Św. Piotra i Tron Prawdy na oświecenie świata, wznieśli oni tron swojej ohydnej bezbożności, z nikczemnym zamiarem, że gdy uderzy się w pasterza, owce się rozproszą.

      Cóż mamy uczynić, w obliczu sytuacji tak rozpaczliwej z czysto ludzkiego punktu widzenia? Modlić się, pracować i cierpieć dla Kościoła.

      Czy słowa te nie są równie aktualne po 25 latach? Wraz ze wstąpieniem na Stolicę Piotrową Benedykta XVI, który osobiście dostrzegał tragiczny stan, w jakim znajduje się Kościół, można było żywić nadzieję na pewną poprawę sytuacji. Rzeczywiście, wykonał on kilka gestów, które z pewnością mogą sprzyjać odbudowie [Kościoła], mimo wielu przejawów wrogości wobec tych posunięć. Bardzo dobrze pamiętamy o życzliwych gestach wobec naszego Bractwa, wspominamy je z wdzięcznością. Jednakże wznowienie spotkań w Asyżu, nawet jeśli zostaną one skorygowane i zmodyfikowane – co wydaje się intencją obecnego papieża – w sposób nieunikniony będzie przywodzić na myśl pierwsze z nich, które pod wieloma względami było skandaliczne: wystarczy tu wspomnieć choćby o pożałowania godnym i smutnym widoku Wikariusza Chrystusa wśród barwnego tłumu pogan, wzywających swych fałszywych bożków. Najbardziej szokującym i przejmującym grozą ekscesem było postawienie posążka Buddy na tabernakulum kościoła pw. Św. Piotra w Asyżu. Gdy ktoś pragnie świętować rocznicę tego typu wydarzenia, przez to samo wyrzeka się krytyki jego organizatora. Luterańskiemu pastorowi, który zaprotestował przeciwko nowemu spotkaniu w Asyżu, Benedykt XVI odpisał, że uczynił co w jego mocy, by zapobiec synkretyzmowi. Czy ktoś jednak powie innowiercom, że jest tylko jedna prawdziwa religia, której wyznawanie może dać im zbawienie? Czy ktoś powie im, że nie ma innego imienia, pod którym mogliby być zbawieni, poza imieniem Jezus, jak tego nauczał pierwszy papież – św. Piotr (Dz 4, 12)? A przecież są to dogmaty wiary!

      Jeśli organizatorzy przemilczą te fundamentalne prawdy, będą jedynie oszukiwać uczestników spotkania! Jeśli zamilczą przed nimi o jednej rzeczy koniecznej [do zbawienia], unum necessarium, sprawiając, że uwierzą oni, iż wszystko jest w porządku, ponieważ Duch Święty posługuje się innymi religiami jako środkami zbawienia – nawet jeśli wedle nowego magisterium II Soboru Watykańskiego nazywa się te środki „nadzwyczajnymi” – będą wprowadzać tych ludzi w błąd i pozbawią ich środków, dzięki którym mogliby dostąpić zbawienia.

      Co do beatyfikacji Jana Pawła II – jej bezpośrednim skutkiem będzie kanonizacja jego pontyfikatu jako całości, wszelkich jego inicjatyw, nawet tych najbardziej skandalicznych, zarówno opisanych powyżej, jak i jeszcze innych, jak np. pocałowanie Koranu, wielokrotne ceremonie pokutne, w wyniku których ludzie uwierzyli, że Kościół jest odpowiedzialny za schizmy i doprowadził do odłączenia niezliczonych dusz od Świętej Matki Kościoła, a więc przylgnięcia do błędu i herezji. Z praktycznego punktu widzenia wszystko to prowadzi do indyferentyzmu w życiu codziennym. Nieśmiałe próby, jakie podejmuje Rzym, by nieco skorygować tak szkodliwy dla Kościoła kurs, przynoszą mizerny rezultat: sam Kościół pozostaje dotknięty niemocą.

      Będzie się mówić, że przesadzamy, że dramatyzujemy, że jesteśmy tendencyjni – jednak tę dramatyczną ocenę sytuacji można było usłyszeć nawet z ust Pawła VI, Jana Pawła II i Benedykta XVI. Ich wypowiedzi pojawiły się jednak niczym spadające gwiazdy na nieboskłonie i szybko są zapominane, a rzesze, które nie zadają sobie trudu, by spojrzeć w niebo, pozostały całkowicie obojętne.

      Co mamy czynić? Co my możemy uczynić, Drodzy Przyjaciele? „Modlitwa i pokuta” – to hasło dała nam nasza najdroższa Matka, Najświętsza Maryja Panna, zarówno w Lourdes, jak i w Fatimie, a te pochodzące od Boga wskazówki zachowują wciąż swą aktualność, są nawet bardziej aktualne dziś niż wówczas, gdy zostały wypowiedziane. Wielu z was pragnęłoby poznać skutki podjętej przez nas w ubiegłym roku Krucjaty Różańcowej. Przesłaliśmy jej wyniki razem z życzeniami Ojcu Świętemu, on jednak nie raczył odpowiedzieć ani nawet potwierdzić ich otrzymania. Nie może nas to jednak zniechęcać. Nasze modlitwy zostały zaniesione do Najświętszej Dziewicy, Matki pełnej łaskawości i miłosierdzia, oraz do samego miłosiernego Boga – nie mamy więc prawa wątpić, że zostaną one wysłuchane, zgodnie z nieomylnymi wyrokami Bożej Opatrzności. Ufajmy dobremu Bogu. Sytuacja w Kościele i na świecie skłania nas do nalegania, byście nie ustawali w waszych wysiłkach modlitewnych o dobro Kościoła i świata, o tryumf Niepokalanego Serca Maryi. Rozmiary kryzysu, mnożenie się wszelkiego rodzaju nieszczęść, które spadają na rodzaj ludzki, wymagają z naszej strony stosownej reakcji: powinniśmy „zawsze się modlić i nie ustawać” (Łk 18, 1).

      Dlatego wydaje nam się sprawą naglącą i nadzwyczaj stosowną, by – biorąc pod uwagę coraz większy napór zła, zalewającego Kościół święty – raz jeszcze zainicjować Krucjatę Różańcową, kampanię modlitwy i pokuty. Począwszy od tegorocznej Wielkanocy do Zesłania Ducha Świętego w roku przyszłym, prosimy was o zdwojenie waszych wysiłków, do wytężenia wszystkich sił, byśmy mogli ułożyć nowy duchowy bukiet, nową wiązankę róż tak miłych Matce Najświętszej, prosimy, byście błagali Ją o wstawiennictwo za swymi dziećmi u Jej Syna oraz u naszego Ojca Niebieskiego. Wśród dusz rośnie dezorientacja, drapieżne wilki porywają je nawet w owczarni. Ten czas próby jest tak trudny, że zgubieni byliby nawet i wybrani, gdyby te dni nie zostały skrócone. Kilka budzących nadzieję gestów z minionych kilku lat nie wystarczy, byśmy mogli powiedzieć, że zaszły jakieś fundamentalne zmiany. Dają nam one wielką nadzieję na przyszłość, jednak jedynie na podobieństwo światełka dostrzeganego, gdy się jest wciąż pogrążonym w mroku długiego tunelu. Z całego serca prośmy więc naszą Niebieską Matkę o interwencję, by ten straszliwy czas mógł zostać skrócony, by modernistyczna zasłona przesłaniająca oblicze Kościoła – co najmniej od czasu Vaticanum II – mogła zostać rozerwana na dwoje, a władza mogła wykonywać swe obowiązki względem dusz, by Kościół mógł odzyskać swą duchową chwałę i piękno, by ludzie całego świata mogli usłyszeć Dobrą Nowinę, przyjmować sakramenty, które dają zbawienie i odnaleźć drogę do jednej owczarni. Jak bardzo pragnęlibyśmy móc posługiwać się językiem mniej dramatycznym, jednak kłamstwem i zawinionym zaniechaniem z naszej strony byłoby uspakajanie was, poprzez stwarzanie fałszywej nadziei, że sprawy same jakoś się ułożą.

      Liczymy na waszą szczodrobliwość i mamy nadzieję na zebranie bukietu złożonego z co najmniej dwunastu milionów Różańców, odmówionych w intencji uwolnienia Kościoła od zła, które może mu zagrażać w najbliższej przyszłości, w intencji nawrócenia Rosji oraz rychłego tryumfu Niepokalanego Serca Maryi.

      Aby nasze modlitwy były jeszcze bardziej skuteczne i aby każdy mógł czerpać z nich jak największą korzyść, pragniemy zakończyć [ten list] przypomnieniem, że podczas odmawiania różańca nie liczba Ave Maria jest najważniejsza, ale sposób, w jaki się je odmawia. Rozproszenie i rutynę można zwalczyć, skutecznie odmawiając różaniec zgodnie z zaleceniami samej Najświętszej Maryi Panny: licząc paciorki różańca, rozważajcie tajemnice życia Zbawiciela i Jego Najświętszej Matki. Najważniejszy jest właśnie ten kontakt z życiem naszego Zbawiciela. Nawiązujemy go wówczas, gdy z miłością rozważamy wydarzenia każdej dziesiątki – czyli tajemnice różańca. W ten sposób dziesiątki Zdrowaś Maryjo stają się jak gdyby tłem muzycznym towarzyszącym i podtrzymującym ten silny, a zarazem delikatny kontakt z Bogiem, z Chrystusem Panem i Niepokalaną. Siostra Łucja powiedziała, powtarzając naukę papieży, że Bóg pragnął nadać tej modlitwie szczególną moc, dlatego nie ma problemu, który nie mógłby zostać rozwiązany dzięki temu cudownemu nabożeństwu. Zachęcamy was do modlitwy w rodzinach: każdego dnia otrzymujemy nowe dowody na to, jak skutecznie chroni ona dzieci i młodzież przed pokusami i niebezpieczeństwami, jakie niesie współczesny świat, zabezpieczając równocześnie jedność rodziny. Nie zniechęcajmy się pozornym milczeniem Bożej Opatrzności po naszej ostatniej krucjacie. Czyż Bogu nie podoba się, gdy w rzeczach trudnych potrafimy docenić prawdziwą wartość tego, o co prosimy, i że jesteśmy gotowi zapłacić za to stosowną cenę?

      Ponieważ niebawem wkroczymy w okres Męki Pańskiej, Wielki Tydzień i czas chwalebnego Zmartwychwstania naszego Zbawiciela, prosimy Matkę Najświętszą, by raczyła wyjednać wam obfite błogosławieństwo, by wzięła was pod swoją czułą opiekę i odpowiedziała na wasze wytrwałe modlitwy. Ω

      Menzingen, Niedziela Męki Pańskiej

      + Bernard Fellay, Przełożony Generalny

      Źródło informacji: ZAWSZE WIERNI

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      piątek, 22 kwietnia 2011 13:30
    • Wielki Tydzień w Hiszpanii

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      piątek, 22 kwietnia 2011 13:30
    • Prymas Polski “Nie potrzebujemy kolejnych pomników Jana Pawła II. Niech pomnikami będą nasze działania”

      Arcybiskup Józef Kowalczyk, Prymas Polski, podczas konferencji prasowej stwierdził, że Jan Paweł II nie potrzebuje kolejnych pomników. Zdaniem abp. Kowalczyka ważniejsze są nasze konkretne działania.

      “Jan Paweł II nie potrzebuje kolejnych pomników. Niech pomnikami będą nasze konkretne działania. Łatwo jest pomniki z brązu, z kamienia, ale Jan Paweł II tego nie pragnął. Pamiętam, z jaką niechęcią odsłaniał swój pomnik w Wadowicach. Nam nie trzeba takich pomników: potrzeba nam pomników konkretnego życia i to jest zadanie dla nas wszystkich.” – powiedział abp Kowalczyk.

      Prymas zaznaczył, że jakkolwiek był przekonany o świętości Jana Pawła II, to dzisiejsze pojęcie świętości należy zrewidować, ponieważ papież był traktowany jako „mitologiczny człowiek chodzący w obłokach”.

      On był normalnym człowiekiem, który chodził po ziemi, na niej budował swoją osobowość w wymiarach fizycznym i duchowy. Proces beatyfikacyjny w tym przypadku potrzebny był jedynie dla przyszłości, żeby kolejne pokolenia miały dokument poświadczający to, co my widzieliśmy i czego doświadczaliśmy  – zaznaczył abp Kowalczyk.

      Wypowiedź Prymasa stanowi otrzeźwiający głos wobec rosnącej w Polsce atmosfery ubóstwiania zmarłego Papieża, opartej bardziej na sentymentalno-uczuciowych wrażeniach i wspomnieniach, niż na wielu cennych aspekatach nauki, którą głosił.

      Źródło informacji: BIBULAcom

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      piątek, 22 kwietnia 2011 13:16
    • Filipiny: Krwawe misteria Męki Pańskiej

      Na Filipinach co roku odbywają się Misteria Męki Pańskiej, podczas których wierni dają się przybić do krzyża. Dla ukrzyżowanych to świadectwo wiary, akt pokuty i sposób na wybłaganie łask.

      W miejscowości San Pedro, 70 km od stolicy kraju Manili, odbywają się coroczne procesje wielkanocne. Wyznawcy Kościoła katolickiego biorą udział w procesji, biczując się na znak pokuty za grzechy.

      Następnie kilku ochotników daje się przybić do krzyża. W tym roku takich osób było około dwudziestu.

      Rytuał krytykowany jest  przez filipińskich hierarchów kościelnych, którzy uznają go za wypaczenie wiary, ale jednocześnie staje się coraz bardziej popularną atrakcją wśród turystów.

      eMBe/TVN24/Niezalezna.pl

      Źródło informacji: FRONDA.pl

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      piątek, 22 kwietnia 2011 13:11
    • Szwajcaria: unia prasowa UCIP pozbawiona nazwy “katolicka”

      Watykan zdecydował o pozbawieniu przymiotnika „katolicki” Międzynarodowej Unii Prasy Katolickiej (UCIP). Organizacja z siedzibą w Genewie od 80 lat gromadzi wydawców i dziennikarzy powiązanych z Kościołem katolickim. Celem unii było rozwijanie dziennikarstwa inspirowanego wartościami chrześcijańskimi na wysokim poziomie zawodowym.

      Sprawą UCIP od czterech lat zajmowały się instytucje watykańskie, gdy organizacja weszła w kryzys zarządzania, braku przejrzystości i komunikacji. Papieskiej Radzie ds. Świeckich, mimo wielokrotnych prób nie udało się rozwiązać konfliktu w organizacji. Sprawę konsultowano z Sekretariatem Stanu oraz Papieską Radą ds. Środków Społecznego Przekazu. Z UCIP już wcześniej wycofało się wielu dziennikarzy i kilka krajowych organizacji. W liście do Międzynarodowej Unii Prasy Katolickiej (z 23 marca) przewodniczący Papieskiej Rady ds. Świeckich kard. Stanisław Ryłko zalecił jej zmianę nazwy, by nie występował w niej przymiotnik odwołujący się do katolicyzmu, oraz wycofał jej mandat kościelny.

      se/rv

      Źródło informacji: BIBULA.com

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      piątek, 22 kwietnia 2011 13:00
  • środa, 20 kwietnia 2011
    • Słowo od Redakcji portalu konserwatyzm.pl na temat "Litanii do Jana Pawła II"

      Do beatyfikacji Jana Pawła II pozostało już niespełna dwa tygodnie, a więc i atmosfera wokół tego wydarzenia podgrzewa się. Nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że niektórzy polscy katolicy zdają się bardziej żyć dniem 1 maja, aniżeli świętami Wielkiej Nocy. Media pełne są powtarzanych już do znudzenia tych samych historii i wspomnień wokół osoby poprzedniego papieża. Miesiąc temu, a dokładnie 13 marca, biskupi polscy w liście pasterskim apelowali o „godne przygotowanie się” do beatyfikacji. Kard. Dziwisz wziął do serca słowa swoich współbraci w biskupstwie i zlecił ułożenie litanii do bł. Jana Pawła II, a następnie opatrzył ją swoim imprimatur. Zostaliśmy poproszeni przez naszych Czytelników o ustosunkowanie się do sprawy wspomnianej litanii.

      Myślę, że powinniśmy rozpatrzeć to zagadnienie w dwojaki sposób. Najpierw, rozpatrując samo imprimatur, czyli dopuszczenie do druku i publikacji tekstów, które śmiało mogą czytać katolicy. Następnie należy się przyjrzeć samej litanii i jej treści.

      Otóż zarówno nihil obstat, jak i imprimatur, zostały wprowadzone po to, żeby ochronić wiernych katolickich przed treściami niezgodnymi z doktryną katolicką czy nawet jej przeciwnymi. Za nihil obstat odpowiada cenzor-teolog, który po zbadaniu danego pisma stwierdza jego zgodność (bądź niezgodność, nie dopuszczając tym samym pisma) z wiarą katolicką. Imprimatur jest zaś dopuszczeniem do druku wydawanym przez ordynariusza. Wszystko wydaje się w porządku, dopóki nie przyjrzymy się temu, kim są dzisiejsi cenzorzy. Niestety, od czasów ostatniego Soboru do urzędów tych zostali dopuszczeni teologowie, którzy jawnie przeciwstawiają swoje poglądy wielowiekowej Tradycji i doktrynie Kościoła. Tak np. cenzorem w mojej rodzimej diecezji był ks. Helmut Sobeczko, znany modernistyczny liturgista, wprowadzający do opolskich kościołów wszelkie szkodliwe nowinki przywleczone z Europy Zachodniej jak np. komunia na rękę. To samo można powiedzieć o byłym biskupie-ordynariuszu opolskim wydającym JE ks. abp. Alfonsie Nossolu – jawnym zwolenniku herezji głoszonych przez potępionego przez Piotra Teilharda de Chardina – jezuitę-panteistę potępionego przez Stolicę Apostolską. Mówiąc wprost – dzisiejsze nihil obstat i imprimatur są wątpliwe ze względu na osoby, które je wydają. Oczywiście każdy przypadek należy rozpatrywać jednostkowo, jednak dla mnie osobiście dzisiejsze cenzury niczego nie gwarantują. Widzę diametralną różnicę między pozwoleniem wydanym przez arcybiskupa Józefa Teodorowicza, a tym wydanym przez arcybiskupa Nossola. Wystarczy spojrzeć w ewolucję poglądów grupy opolskich teologów wyrażających się w modlitewniku "Droga do Nieba" wydawanego przez Diecezję Opolską, a opatrzonego imprimatur arcybiskupa Nossola. Już sama kwestia wadliwości dzisiejszych cenzur dostarcza powodów, by powątpiewać w ortodoksyjność litanii.

      Przechodząc do treści  samej litanii, należy na początku zaznaczyć, że każda litania do świętego jest prośbą o wstawiennictwo przez przywoływanie go poprzez jego najróżniejsze tytuły (Regina Angelorum, Regina Patriarcharum etc.) oraz wychwalaniem cnót i przymiotów (np. Virgo potens, Virgo clemens). Tak jest i w przypadku litanii do Jana Pawła II. Zostają w niej wymienione cnoty czy też zasługi, które według jej autora cechowały papieża – Polaka. Problem jednak w tym, jakie są to cnoty, czy np. warto je naśladować i czy w ogóle są prawdziwe. W przypadku omawianej litanii potrzebna byłaby gruntowna analiza teologiczna, jednak już na pierwszy rzut oka widać  sformułowania, budzące wątpliwości. Zaczynając po kolei:

      "Stróżu Kościoła nauczający prawd wiary " - nie jest prawdą, że Jan Paweł II zawsze i wszędzie nauczał prawd wiary. Nie jest prawdą wiary katolickiej to, że katolicy i muzułmanie wierzą w tego samego Boga, a tego między innymi nauczał poprzednik Benedykta XVI.

      "Ojcze Soboru i wykonawco jego wskazań" - pomijając wszystkie negatywne skutki wprowadzenia w życie zasad ostatniego Soboru, trudno nie nabrać przekonania, że tak sformułowane wezwanie podnosi sam Sobór do rangi swoistego dogmatu podczas gdy był to wyłącznie Sobór duszpasterski.

      "Umacniający jedność chrześcijan i całej rodziny ludzkiej" – pomimo niekończących się spotkań i innych praktyk ekumenicznych, za pontyfikatu Jana Pawła liczba herezji, a tym samym rozmiar rozbicia wewnątrz Kościoła, jest tak wielki, że mówienie o umacnianiu jedności jest kpiną. Wystarczy chociażby przyjrzeć się ruchom Odnowy w Duchu Świętym czy neokatechumenatowi, by przekonać się jak daleko te ruchu odbiegły od nauki katolickiej, a w wielu przypadkach oficjalnie odłączyły się od Kościoła. Co więcej np. deklaracja z Ballamand kończąca "katolicki prozelityzm" wśród prawosławnych jest jedynie umocnieniem podziału, nie zaś budowaniem jedności, gdyż tylko "potwierdza" schizmę, zamykając tym samym drogę unii kościelnej.


      "Gorliwy Miłośniku Eucharystii" – szacunek dla Eucharystii w ciągu 26 lat pontyfikatu Jana Pawła II w wielu rejonach świata katolickiego praktycznie zanikł. Papież z kolei sam przyczynił się do tego chociażby samemu rozdając komunię św. "na rękę".

      "Głosicielu Nowej Ewangelizacji" – czymże jest ta Nowa Ewangelizacja? Czyżby dawna, praktykowana przez 2 tysiące lat, polegająca na wypełnianiu przykazania Chrystusa "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię" (Mk 16, 15) miała się zdeaktualizować i zostać zastąpioną przez tę nową, która polega na bezowocnym dialogowaniu bez końca ze wszystkimi?

      "Miłośniku liturgii sprawujący Ofiarę na ołtarzach świata " - to co się stało z liturgią za pontyfikatu Jana Pawła II widać najlepiej w krajach Europy Zachodniej. Także i w tym przypadku rękę do tego upadku przyłożył sam papież, dopuszczając do liturgii katolickiej pogańską inkulturację – m.in. przyzwalając na wplecenie obrzędów hinduistycznych do mszy katolickiej podczas swojej wizyty w Indiach.

      Można by tak omawiać kolejne wezwania, negatywnych przykładów jednak wystarczy. Oczywiście w litanii znalazły się zdania jak najbardziej prawdziwe, jak np. "Obrońco nienarodzonych", do których trudno mieć zastrzeżenia. Całość jednak, poprzez fragmenty, które zwyczajnie głoszą nieprawdę i wysuwają obce katolicyzmowi postulaty, jak wspomniane już "Umacniający jedność chrześcijan i całej rodziny ludzkiej" (jedność "rodziny ludzkiej", a tym bardziej jedność poza Kościołem jest mrzonką) jest po prostu zgubna dla dobra wiernych i wprowadza ich w jeszcze dalsze oderwanie od tradycyjnej doktryny.

      Na temat beatyfikacji Jana Pawła II wypowiadaliśmy się na naszym portalu już kilkukrotnie i nasze stanowisko wobec tego wydarzenia jest jednoznaczne. Beatyfikacja oznacza wpędzenie Kościoła w szał emocji, spłycenie wiary i sprowadzenie jej do poziomu uczuć poprzez popadanie w bezrefleksyjny zachwyt nad osobą poprzedniego papieża. Oznacza postępującą "kanonizację" ostatniego Soboru, co widać chociażby po samej litanii, a co najgorsze, dalej postępujące zamieszanie w doktrynie oraz dyscyplinie, trwające od czasów nieszczęsnego Vaticanum Secundum. Umacnia ona relatywizm teologiczny głoszony przez Jana Pawła II, jest nośnikiem sceptycyzmu i zwątpienia dla wielu wiernych. Ciężko nie zgodzić się z ks. bp. Fellay'em, który porównał nadchodzącą beatyfikację wraz zapowiedzianym spotkaniem międzyreligijnym w Asyżu do trzęsienia ziemi i tsunami w Japonii. Odpowiadając zatem naszym Czytelnikom należy stwierdzić, że „Litania do JPII” przyczyni się raczej do utwierdzania w wiernych błędnych przekonań i zamętu, jaki do Kościoła wprowadziła nauka II SW, której poprzedni papież był nie tylko propagatorem, ale i niestety twórcą.

      Bartłomiej Gajos

      Źródło informacji: KONSERWATYZM.pl

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      środa, 20 kwietnia 2011 21:59
    • Piękno w liturgii

      O zmianach wprowadzonych do celebracji liturgicznych przez Benedykta XVI z ks. prał. Guido Marinim – papieskim mistrzem ceremonii – rozmawia Włodzimierz Rędzioch

      Widzimy ich zawsze przy papieżu, stają się jego cieniem; skupieni, uważni na każdy ruch i gest Ojca Świętego, kierują nim, podpowiadają, co ma robić, pomagają mu, gdy tego wymaga sytuacja; dyskretni i nieodzowni. To papiescy mistrzowie ceremonii. Ich twarze stają się ludziom tak samo znajome, jak postacie samych papieży. Przez większość pontyfikatu Jana Pawła II jego mistrzem ceremonii był ks. Piero Marini, wyniesiony przez Papieża do godności arcybiskupiej w 2003 r. Przez ponad dwa lata służył on również Benedyktowi XVI. W październiku 2007 r. u boku Papieża pojawił się nowy mistrz ceremonii – dziwnym zbiegiem okoliczności nosi takie samo nazwisko, ale na imię ma Guido.
      Guido Marini pochodzi z Ligurii – urodził się w Genui w 1965 r. Po studiach w Seminarium Arcybiskupim w swoim rodzinnym mieście w 1989 r. został wyświęcony na kapłana przez kard. Giovanniego Canestriego. Kontynuował swoją formację w Rzymie, najpierw na Uniwersytecie Laterańskim, gdzie otrzymał doktorat „in utroque iure”, a następnie na Papieskim Uniwersytecie Salezjańskim, na którym studiował psychologię komunikacji. Po powrocie do Genui pracował jako osobisty sekretarz i mistrz ceremonii kolejnych arcybiskupów: kard. Giovanniego Canestriego, kard. Dionigiego Tettamanziego i kard. Tarcisia Bertonego. Zajmował się również nauczaniem i pełnił różne funkcje w Kurii Arcybiskupiej. W październiku 2007 r. Benedykt XVI mianował go – najprawdopodobniej za radą swego sekretarza stanu kard. Tarcisia Bertonego – mistrzem ceremonii Papieskiego Urzędu ds. Celebracji Liturgicznych. W ten sposób na barki tego jeszcze młodego kapłana spadło odpowiedzialne i trudne zadanie wdrażania w życie papieskiej reformy celebracji liturgicznych, której celem jest powrót do prawdziwego ducha liturgii.

      (W. R.)

      Włodzimierz Rędzioch: – Jak wygląda współpraca między Benedyktem XVI a jego mistrzem ceremonii? Czy Papież decyduje o wszystkim?

      Ks. prał. Guido Marini: – Na początku chciałbym podkreślić, że celebracje, którym przewodniczy Ojciec Święty, mają być punktem odniesienia dla całego Kościoła. Papież jest najwyższym kapłanem, liturgiem Kościoła, który poprzez celebracje przekazuje wiarygodną naukę liturgiczną – punkt odniesienia dla wszystkich.

      W świetle tego wyjaśnienia łatwiej jest zrozumieć, jaki powinien być styl współpracy między mistrzem ceremonii a Ojcem Świętym. Należy tak działać, by liturgie papieskie były wyrazem jego autentycznej orientacji liturgicznej. Mistrz ceremonii ma być więc pokornym i wiernym sługą liturgii Kościoła. Ja od samego początku w taki właśnie sposób pojmowałem moją pracę w Urzędzie ds. Celebracji Liturgicznych Ojca Świętego.

      – Wszyscy dostrzegamy zmiany wprowadzone przez Benedykta XVI do celebracji liturgicznych. Jak można zsyntetyzować te zmiany?

      – Uważam, że zmiany te można zsyntetyzować w następujący sposób. Przede wszystkim chodzi o zmiany, które dokonywane są według logiki rozwoju w ciągłości z przeszłością. Nie mamy więc do czynienia z zerwaniem ani z przeciwstawieniem w stosunku do poprzednich pontyfikatów. Po drugie – wprowadzone zmiany służą pobudzaniu prawdziwego ducha liturgii, tak jak życzył sobie tego Sobór Watykański II, dla którego „wewnętrzne piękno liturgii ma jako swój właściwy podmiot Chrystusa zmartwychwstałego i uwielbionego w Duchu Świętym, który włącza Kościół w swoje działanie”.

      – Celebracja w kierunku krzyża, Komunia św. dawana bezpośrednio do ust i przyjmowana na klęczkach, dłuższe momenty ciszy i medytacji – to najbardziej rzucające się w oczy zmiany liturgiczne wprowadzone przez Benedykta XVI. Niestety, wiele osób nie rozumie znaczenia teologicznego ani historycznego tych zmian, a co gorsza – postrzega je jedynie jako „powrót do przeszłości”. Czy mógłby Ksiądz Prałat chociaż pokrótce wyjaśnić ich znaczenie?

      – Prawdę mówiąc, nasz urząd otrzymuje wiele świadectw wiernych, którzy bardzo przychylnie przyjęli wprowadzone przez Papieża zmiany, gdyż postrzegają je jako autentyczną odnowę liturgii. Jeżeli chodzi o znaczenie niektórych zmian, ograniczę się do syntetycznych refleksji. Celebrowanie w kierunku krzyża podkreśla poprawne ukierunkowanie modlitwy liturgicznej, tzn. w kierunku Boga; w czasie modlitwy wierni nie mają patrzeć na siebie, ale razem kierować swój wzrok ku Zbawicielowi. Rozdawanie Komunii św. wiernym na klęczkach ma na celu należyte dowartościowanie aspektu adoracji zarówno jako zasadniczego elementu celebracji, jak i postawy koniecznej w obliczu misterium realnej obecności Boga w Eucharystii. W czasie celebracji liturgicznej modlitwa przybiera różnorodne formy: słowa, śpiewu, muzyki, gestu, jak również ciszy. Co więcej, momenty ciszy pozwalają na prawdziwe religijne uczestnictwo w akcie kultu i – co za tym idzie – od wewnątrz pobudzają każdą inną formę modlitwy.

      – Papież przykłada dużą wagę do szat liturgicznych. Czy chodzi o czystą estetykę?

      – Aby lepiej zrozumieć idee Papieża na temat znaczenia piękna jako ważnego elementu celebracji liturgicznych, chciałbym zacytować adhortację apostolską „Sacramentum caritatis”: „Związek pomiędzy tajemnicą, w którą się wierzy, i tajemnicą, którą się celebruje, wyraża się w sposób szczególny w teologicznej i liturgicznej wartości piękna. Liturgia bowiem, jak i zresztą Objawienie chrześcijańskie, ma wewnętrzny związek z pięknem: jest «veritatis splendor». (...) Odnoszenie się do atrybutu piękna nie jest jedynie estetyzmem, ale jest sposobem docierania do nas prawdy o miłości Boga w Chrystusie poprzez piękno. Fascynuje nas i porywa, odrywając nas od nas samych i pociągając nas ku naszemu prawdziwemu powołaniu: ku miłości. (...) Prawdziwym pięknem jest miłość Boga, która definitywnie objawiła się nam w tajemnicy paschalnej. Piękno liturgii jest częścią tej tajemnicy; ona jest najwyższym wyrazem chwały Bożej i stanowi, w pewnym sensie, otwarcie się Nieba ku ziemi. (...) Piękno nie jest więc jedynie czynnikiem dekoracyjnym liturgii; ono jest jej elementem konstytutywnym, gdyż jest atrybutem samego Boga i Jego Objawienia”.

      – Benedykt XVI zmienił pastorał – obecnie używa pastorału w formie krzyża. Dlaczego taka zmiana?

      – Chciałbym przypomnieć, że do pontyfikatu Pawła VI papieże nie używali pastorału; na szczególne okazje nosili ferulę (pastorał papieski w formie krzyża). Papież Montini – Paweł VI – wprowadził zwyczaj używania pastorału z krucyfiksem. Również Benedykt XVI miał go do Niedzieli Zesłania Ducha Świętego w 2008 r. – od tego czasu używa ferulę, gdyż uznał, że jest bardziej odpowiednia do papieskiej liturgii.

      – Dlaczego tak ważne jest, by Kościół zachował tradycję używania łaciny w liturgii?

      – Sobór Watykański II, chociaż wprowadził używanie języków narodowych, zalecał w liturgii zachowanie łaciny. Uważam, że istnieją dwa ważne powody, dla których nie powinno się rezygnować z łaciny. Przede wszystkim mamy wielkie dziedzictwo liturgiczne po łacinie: od śpiewu gregoriańskiego aż po polifonię, jak również „testi venerandi” (teksty święte), którymi przez pokolenia modlili się chrześcijanie. Poza tym język łaciński pozwala nam dzisiaj ukazywać katolickość i uniwersalność Kościoła. Możemy w niezwykły sposób doświadczyć tej uniwersalności w Bazylice św. Piotra i w czasie innych międzynarodowych zgromadzeń, gdy mężczyźni i kobiety ze wszystkich kontynentów, różnych narodowości, mówiący różnymi językami, śpiewają i modlą się razem w tym samym języku. Kto nie poczuje się jak w domu, gdy będąc w kościele za granicą, będzie mógł, chociaż w niektórych częściach celebracji, przyłączyć się do braci w wierze dzięki posługiwaniu się łaciną?

      – Czy zgadza się Ksiądz Prałat ze stwierdzeniem, że wiara kapłana wyraża się w sposób szczególny w liturgii?

      – Nie mam co do tego wątpliwości. Ponieważ liturgia jest celebracją misterium Chrystusa tu i teraz, kapłan jest wezwany do wyrażania swej wiary w dwojaki sposób. Po pierwsze – powinien celebrować, mając wzrok kogoś, kto patrzy poza rzeczywistość widoczną, by „dotknąć” tego, co niewidoczne, tzn. obecności i dzieła Boga. To jest „ars celebrandi” (sztuka celebrowania), która pozwala wiernym sprawdzić, czy liturgia jest dla kapłana jedynie przedstawieniem, spektaklem, czy jest żywą i pociągającą relacją z misterium Chrystusa. Po drugie – kapłan po celebracji jest odnowiony i gotów naśladować to, co przeżył, tzn. czynić ze swojego życia celebrację misterium Chrystusa.

      Źródło informacji: NIEDZIELA

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      środa, 20 kwietnia 2011 21:52
  • poniedziałek, 18 kwietnia 2011
    • Ad multos annos, Santità!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 kwietnia 2011 21:35
    • Zapomniane prawdy - "Dość niedbalstwa i rutyny"

      Program duszpasterskiej reformy liturgii przedstawiony przez x. Martina Hellriegela podczas Północnoamerykańskiego Tygodnia Liturgicznego, który odbył się w Chicago w 1940 r.

      1. Musimy pozbyć się wszelkiego niedbalstwa i rutyny. Sancta sancte, Boże sprawy mają być sprawowane w Boży sposób.

      2. Dlatego wróćmy do bardziej świętego i cennego sprawowania misteriów Chrystusa niosącego i udzielającego życie, czyli najświętszej Ofiary, sakramentów i sakramentaliów.

      3. Przywróćmy niedzielną sumę sprawowaną 52 razy do roku. To idealny sposób celebracji śmierci Pańskiej, zwłaszcza w w dniu Pańskim.

      4. Przywróćmy czynne uczestnictwo każdego parafianina w modlitwach i śpiewach Kościoła.

      5. Przywróćmy bardziej gorliwe przygotowanie i radośniejsze ogłoszenie żywego słowa Bożego. Przywróćmy "homilie" wzorowane na homiliach Ojców.

      6. Przywróćmy niedzielne i świąteczne nieszpory (...).

      7. Przywróćmy odpowiednie celebrowanie święta patronalnego (...).

      8. Powróćmy do sutanny i komży podczas odwiedzin z sakramentami u chorych. Minął czas tej namiastki stuły nałożonej na cywilny płaszcz na rzecz szaty, która jest "ceną ramą wokół obrazu Boga".

      9. Przywróćmy Adwent, Wielki Post i suche dni bez gry w totka i hazardu.

      10. W skrócie: wróćmy do sentire cum Ecclesia w celu odnowienia prawdziwego katolickiego życia parafialnego w tej komórce Mistycznego Ciała Chrystusa, jaką jest parafia.

      P. Milcarek, Historia Mszy, Kraków 2009, s. 110-111

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 kwietnia 2011 20:31
    • bp. Fellay wzywa do kolejnej Krucjaty Różańcowej

      Wobec tragicznej sytuacji Kościoła, którą pogłębią jeszcze wkrótce dwa wielkie wydarzenia: zapowiedziana na 1 maja beatyfikacja Jana Pawła II i spotkanie międzyreligijne dla uczczenia 25-tej rocznicy Asyżu Przełożony Generalny FSSPX, JE Bp Fellay, wzywa wiernych do kolejnej Krucjaty Różańcowej, która rozpocznie się w Wielkanoc i potrwa do Święta Zesłania Ducha Św. w 2012 roku.

      Wszystko wskazuje na to, że zbliżamy się do ustanowienia jednej wielkiej religii na świecie pod przewodnictwem papieża, której jedynym dogmatem będą hasła rewolucji francuskiej: wolność, równość i braterstwo.

      Poprzednia krucjata, której wyniki - bukiet różańców-zostały wraz z prośbą przekazane do papieża pozostała bez odpowiedzi...

      Źródło informacji: http://www.dici.org

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 kwietnia 2011 00:54
    • Rozważania o pokucie i jej warunkach

      ROZMYŚLANIA

      O POKUCIE I JEJ WARUNKACH

      KS. ANTONI CHMIELOWSKI

      –––––

      "Jeśli pokutować nie będziecie, wszyscy zginiecie" (Łk. 13, 5).

      ––––––––––

      Rozmyślania o pokucie i jej warunkach (djvu, 34.1 Mb)

      Program do otwierania plików djvu: DjVuBrowserPlugin.exe (exe, 15.4 Mb)

      –––––––––––

      Ksiądz Antoni Chmielowski, Rozmyślania o pokucie i jej warunkach. Petersburg 1908 r., str. 374+IV+IV.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rzymski_katolik
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 kwietnia 2011 00:51

Kalendarz

Wrzesień 2015

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30        

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Msza trydencka w Polsce

BAZA DOKUMENTÓW PAPIESKICH

Toplista Tradycji